|  Strona Główna  | numer aktualny  | archiwum  |  indeksy  |  księgarnia  |  prenumerata  |  redakcja  |

W NUMERZE:


POKÓJ TEMU DOMOWI…

Wśród ośnieżonych wiejskich chat i pól lub szarych schodowych klatek miejskich bloków rozlega się dźwięczny głos ministranckich dzwonków. To znak, że do naszego domu pragnie zawitać kapłan. Wspomnienia lat dziecięcych kierują nasze myśli ku – wtedy tak tajemniczej – wizycie, podczas której do domu przybywa niecodzienny gość ze swoim orszakiem. Myśli dziecięce podążają ku trzem tajemniczym, kredowym literom, wypisanym na drzwiach któregoś z pokoi. Gdzieś w nas jeszcze mieszka wspomnienie miłej rozmowy i maleńki podarek w postaci obrazka, z którego uśmiecha się Dziecina z Betlejem. Lecz w tym roku nie wszyscy będą mogli doświadczyć podobnych przeżyć. Niektórych bowiem ten czas zastanie w szpitalnych pokojach. Czy w szpitalu tradycyjna kolęda może mieć swoisty nastrój i inne, głębsze znaczenie? Udajmy się z wizytą kolędową do Instytutu Pediatrii w Krakowie-Prokocimiu.

Początek tradycji kolędowania w tym szpitalu dał kard. Karol Wojtyła. Wtedy owe wizyty stawały się między innymi okazją ku temu, aby kompletować sprzęt medyczny i sprowadzać nowe lekarstwa. Kardynał Franciszek Macharski nadał tej wizycie swoisty charakter, a rozpoczęte dwadzieścia trzy lata temu coroczne odwiedziny mocno wpisały się w rytm życia prokocimskiego szpitala. Niezwykłości klimatu tej wizyty nie oddadzą żadne słowa, wydawać by się mogło, że zawsze przebiega w ten sam sposób. Oto krótki jej opis.

Na głównym holu wszyscy oczekują Księdza Kardynała. Gdy pojawi się zacny Gość, następuje przywitanie przez dyrektora szpitala i ks. Lucjana Szczepaniaka, kapelana. Następnie cała grupa udaje się do szpitalnej kaplicy. Tu odprawiane jest krótkie nabożeństwo kolędowe z homilią zaproszonego gościa. Ponieważ nie wszyscy mali pacjenci mogą uczestniczyć w tym nabożeństwie, Kardynał Macharski odwiedza poszczególne oddziały i sale szpitalne.

Każde dziecko zostaje pobłogosławione i otrzymuje pamiątkowy obrazek. Wizyta trwa około czterech godzin. Atmosferę ciepła i radości dopełnia śpiew kapeli góralskiej oraz śpiew kleryków przy akompaniamencie gitary. Są to tylko skrótowe i suche fakty, lecz ważniejsze i bardziej wymowne są gesty, obok których nie można przejść obojętnie.
Być może Ksiądz Kardynał podczas tej wizyty nie musi kroczyć przez wiejskie, śnieżne zaspy. Mróz nie szczypie i nie rumieni jego policzków. Być może nie towarzyszy mu jednostajność pokonywania klatek wielkomiejskich blokowisk. Jednak podejmuje trud o wiele większy: trud pochylenia się nad chorym i cierpiącym dzieckiem. Trud pochylania się w miejscu wybranym i niezwykłym, w miejscu, gdzie zadawane są pytania, na które człowiek nie zawsze zna odpowiedź. Obserwując Księdza Kardynała, można zauważyć swoisty dialog, jaki nawiązuje z chorymi dziećmi. Nie jest to tylko dialog słowny, choć i ten jest często obecny. Widzimy rozmowę wzroku, uśmiechu i gestu. Dzieci różnie reagują na ten dialog. Niektóre ochoczo wybiegają naprzeciw, aby wyciągnąć drżącą rączkę po obrazek. Inne leżąc w swych łóżkach rozmawiają z niecodziennym gościem. Są i takie, które wstydliwie chowają się pod kołdrę, wystawiając tylko zaciekawione oczka.

Matki, czuwające przy swoich pociechach, z trudem powstrzymują łzy. Czasem w szpitalu przy chorym dziecku rodzice spędzają wiele miesięcy. Swoją obecnością do szpitalnych sal przynoszą nieco domowej atmosfery. Wizyta ta jest więc wsparciem, zauważeniem ich cierpienia i dowodem na to, że nie przechodzi się obok niego niepostrzeżenie. Ksiądz Kardynał, witając zebranych z całego oddziału, mówi: "Pokój temu domowi". Zbytnio przyzwyczailiśmy się do tych słów. Ale jaką wymowę mają w miejscu takim, jak szpital? Bo czy jest to zwyczajny dom? Czy choroba, cierpienie i śmierć pozwalają zaznać pokoju serca rodziców i ich dzieci? Ta wizyta jest momentem wparcia ich wiary, bowiem Ksiądz Kardynał przynosi przecież Chrystusa. Przychodzi w imię Dzieciny z Betlejem, w imię "Księcia Pokoju".

W najbliższym czasie nas również czeka wizyta kapłana. Może nastąpi to w domu rodzinnym, może niektórych odwiedzi w szpitalu. Jednak nie zmienia to faktu, że musimy go przyjąć autentycznie, z wiarą. Czy potrafimy jeszcze zajrzeć w świat dziecięcych marzeń i przywołać stamtąd chwile, gdy do naszego domu przybywał kolędujący ksiądz? Obudźmy w sobie tę autentyczność dziecka w przyjęciu kapłana. Strząśnijmy z siebie kurz wszelkich podejrzeń, domysłów i nieuzasadnionych pytań. "Pokój temu domowi... I JEGO MIESZKAŃCOM".
 

Kl. Janusz Burkat SCJ
(Stadniki)