|  Strona Główna  | numer aktualny  | archiwum  |  indeksy  |  księgarnia  |  prenumerata  |  redakcja  |

W NUMERZE:


TOWARZYSZYĆ CHORYM

Niektórzy przedstawiciele świata medycznego naszych czasów ulegają wciąż powracającemu złudzeniu, że człowiek może skutecznie przeciwstawić się wszystkim chorobom i oddalić śmierć. Zgodnie z taką koncepcją lekarz specjalista powinien zapewnić zdrowie, zaś śmierć jest najgorszą rzeczą, jaka może spotkać człowieka. Obawa przed nią staje się powodem unikania refleksji na jej temat. Taki sposób myślenia udziela się społeczeństwu, zaś publiczne okazywanie żałoby staje się "nietaktem".

Służba zdrowia często przedłuża nie tylko życie, ale również sam proces umierania. Spośród dwu i pół miliona osób umierających każdego roku w USA około dwie trzecie z nich kończy życie po długim czasie zmagań z chronicznymi schorzeniami (choroby serca, rak). W Polsce rocznie umiera około 400 tysięcy osób, z czego u ponad 300 tysięcy proces umierania jest wydłużony. Wzrastająca liczba zgonów spowodowanych chorobami przewlekłymi skłania do refleksji na temat opieki terminalnej.

W ciągu ostatnich lat zmieniały się okoliczności umierania. Intymną atmosferę rodzinnego domu, gdzie umierający żegnał się z najbliższymi, zastąpiła sala szpitalna, często wieloosobowa. Chorego terminalnie pozbawiono środowiska, które znał i gdzie dobrze się czuł. W nowej sytuacji stał się zupełnie zagubiony. Obecnie obawia się samotnego przeżywania bólu, upokorzenia, zależności od obcych, rozłąki z najbliższymi. W przypadku utraty nadziei na możliwość wyleczenia staje przed realną groźbą rozpaczy. Bo jak tu nie rozpaczać, skoro wszystko, co kocha, musi pozostawić. W takiej sytuacji trudno nie robić bilansu własnego życia. Wołanie o pomoc do Boga i szukanie zrozumienia u ludzi są wówczas bardzo częste. Uświadomienie sobie stanu terminalnego jest jednym z najpoważniejszych stresów, który najczęściej całkowicie zmienia życie osobiste chorego i jego rodziny.

Obecnie kształtuje się nowa tradycja medyczna, sprzeczna z postawą, którą zalecali już lekarze starożytnej Grecji. Umierający jest pozostawiony przez najbliższych w szpitalu, co spowodowane jest ich lękiem przed nieuleczalnie chorym. Nie wiadomo bowiem, jak z nim postępować. Szpital zaś niechętnie godzi się na długotrwałą opiekę nad chorym. W ten sposób współczesny człowiek oddala się od Boga i samego siebie. Bowiem "nieelegancką" nazywa śmierć angażującą najbliższych, lekarzy, pielęgniarki i księdza. Nie należy już ona do umierającego, który w wielu wypadkach nie zdaje sobie z niej sprawy, ani nie należy do rodziny przekonanej o swej niemocy. W krajach z wysoko rozwiniętą służbą zdrowia tylko niewielu chorych ma zapewnione spokojne i godne umieranie w domu. W tej sytuacji lekarz i służba zdrowia częściej zmuszeni są dostrzegać problem godnego umierania. Chory na nowo staje się dla nich osobą, a nie tylko jednostką chorobową.

W czasie pobytu w szpitalu chory wciąż doświadcza śmierci. Żyje pod jej silnym wrażeniem, kiedy dowiaduje się o odejściu drugiego chorego. Doznaje zawodu i lęku, bowiem możliwości służby medycznej są ograniczone. Boi się samotnej śmierci. Służba szpitalna – ze względu na swoje powołanie, jakiemu stara się sprostać – w takiej sytuacji nie powinna pozostawić go samemu sobie. Ksiądz bp Józef Wróbel zauważa, że zawód lekarza jest jednym z tych, w którym refleksja teologiczno-moralna odgrywa szczególnie doniosłą rolę. Posiada ona kilka ważnych aspektów. "Wśród nich jawią się dwa najważniejsze. Pierwszy zwraca uwagę na fakt, że posługa lekarska w sposób nieporównywalny wiąże się bezpośrednio z odpowiedzialnością za człowieka w całej rozciągłości jego natury. Drugi uwzględnia fakt, że refleksja teologiczno-moralna stanowi ważne przedłużenie etyki lekarskiej. Nie ogranicza się więc ona wyłącznie do pewnych zasad tradycyjnych, związanych z wypełnianiem posługi lekarskiej, ale próbuje odczytać posłannictwo tegoż zawodu w kontekście przesłania ewangelicznego".

"Gdyby medycyna nie posiadała żadnego skutecznego środka w walce z chorobami, lekarze byliby potrzebni jako pocieszyciele w chorobie w tej wielkiej niedoli ludzkości", zauważył przed prawie stu laty W. Biegański. Myśl ta jest rozwinięciem postulatu: "wyleczyć czasem, przynosić ulgę często, pocieszać zawsze", czyli nie ustawać w trosce o chorego. Przesłanie to niezmiennie towarzyszy lekarzowi na różnych etapach rozwoju u chorego jego choroby, zwłaszcza w okresie terminalnym, kiedy jego stan zdrowia staje się krytyczny, a racjonalne metody leczenia zawodzą.

Ks. Lucjan Szczepaniak SCJ
(Kraków)