|  Strona Główna  | numer aktualny  | archiwum  |  indeksy  |  księgarnia  |  prenumerata  |  redakcja  |

W NUMERZE:


RADOSNE ISKIERKI

Chciałabym się z wami podzielić, jak można uczyć innych miłości Jezusa – miłości bezinteresownej, pełnej poświęcenia. Od pewnego czasu jestem zaangażowana, wraz z koleżanką, w charakterze wolontariuszki w Domu Charytatywnym "Iskierka", znajdującym się w mojej parafii.

Wszystko zaczęło się od "potrzeb szkoły". Będąc na drugim roku studium Policealnej Szkoły Pracowników Służb Społecznych, miałam za zadanie wykonać, w ramach pracy dyplomowej, "projekt socjalny". Nie chciałam pracować w jakiejś obcej placówce, dalekiej mojemu miejscu zamieszkania, której mury i pracownicy byliby mi obcy. Wtedy to zrodziła się we mnie chęć zrobienia czegoś na moim osiedlu. Zainteresowałam się "Iskierkami" – domem, do którego przychodzą rodzice po obiad dla siebie i swoich dzieci. Służy on rodzinom żyjącym w trudnej sytuacji, dotkniętym ubóstwem, a często również chorobą alkoholową.

Dla dzieci stworzyłyśmy pewnego rodzaju świetlicę, gdzie wspólnie odrabiamy lekcje, bawimy się, organizujemy okolicznościowe zabawy, np.: Dzień Dziecka, mikołajki. Pragniemy także stworzyć tzw. minitreningi kulinarne, mające na celu wspólne przyrządzanie prostych posiłków.

Spotykamy się raz w tygodniu, jednak już nie z "potrzeb szkoły", ale z potrzeby serca. Nie jest łatwo. Mamy wiele obowiązków: praca, szkoła. Do tego dochodzą czasem narzekania bliskich osób: "nie masz nic innego do roboty, żadnego pożytecznego zajęcia?".

Stworzyć to dzieło nie było rzeczą łatwą, ale Bóg nigdy nie stawia przed nami zadań, które byłyby ponad nasze siły i możliwości. Cóż, nikt nie powiedział, że nie będzie problemów, a wszystkie trudności przejdą bokiem. Nie boję się też czasem przewrotnych ludzkich opinii, bo Bóg będzie sądził inaczej.

Każde dziecko, przychodzące do naszej świetlicy, jest wartościowe, nie tylko w oczach Boga, ale i w moich. Chcę dać im szansę, bo każdy człowiek zasługuje na pomoc w rozwoju dobra, które ma w sobie. Staram się być dla nich "starszą siostrą", a każda iskra symbolizująca namiastkę dobrego wychowania sprawia dużo radości.

Muszę też dodać, że i ja wiele się od nich uczę: radowania każdym dniem i dziękowania za to, co mam.

Tak więc uśmiechajmy się do siebie, a pokonamy zło. Nie narzekajmy, czyńmy dobro. Wydobądźmy je z człowieka, który stworzony został na obraz i podobieństwo Boże. Bądźmy dobrzy dla znajomych i nieznajomych, bo tym sposobem możemy nawrócić drugiego człowieka. Uczymy innych miłości Jezusa.

Małgorzata Struzik
(Sosnowiec)