![]() |
|
|
| Strona Główna | NR 5(89)2003 | archiwum | indeksy | księgarnia | prenumerata | redakcja | |
|
|
W NUMERZE:
DRODZY CZYTELNICY!
PANIE, POZOSTAŃ Z NAMI!
TAJEMNICA CIERPIENIA
BOISZ SIĘ ŚMIERCI?
FILIPINY – KRAJ KONTRASTÓW
WYSPA SZCZĘŚLIWA
|
Minęły już ponad trzy miesiące od mojego wyjazdu z Polski, zacząłem moją przygodę misyjną w Manili. Stolica Filipin zrobiła na mnie duże wrażenie. Jest to wielka, 10--milionowa metropolia, w której symbole religijne przedstawiające postać Chrystusa czy Maryi, jak i komercyjne, reklamujące McDonalda lub sławnych aktorów, przeplatają się ze sobą na każdym kroku. Wygląda na to, że długi pobyt Amerykanów i katolickich Hiszpanów na wyspach filipińskich pozostawił tutaj swoje piętno. To moje pierwsze wrażenie oddaje dość wiernie postawę miejscowych ludzi. Przeciętny Filipińczyk jest otwarty na "kulturę Zachodu" i nowoczesną cywilizację, dobrze włada językiem angielskim, a mimo to pozostaje człowiekiem religijnym. Co więcej, Filipińczycy nie stracili swojej, tak typowej dla Wschodu, pobożności. Widać to na każdym kroku, w ich gestach czy nawet w języku pełnym zwrotów chwalących Boga i Maryję. Już podczas pierwszego spotkania z ludźmi zostałem poproszony o udzielenie błogosławieństwa i prostą modlitwę w języku polskim. Często mam pokusę, aby porównywać życie na Filipinach do swojej wcześniejszej pracy w Indiach. Tam zostawiłem moją pierwszą miłość do misji, tu, na Filipinach, muszę zaczynać wszystko od początku. Chcę, tak jak w Indiach, polubić tutejszych ludzi i ich zwyczaje. Wierzę, że jest to możliwe, ale nie przychodzi mi to już tak łatwo. Muszę nauczyć się większej cierpliwości i pokory. Filipiny to zupełnie inny kraj niż Indie: inne warunki, kultura, historia... Jest jednak coś, co łączy te miejsca. To wielki kontrast pomiędzy biedą a bogactwem, wspaniałymi biurowcami w centrum Manili, nowoczesnymi samochodami, hotelami czy wystawnymi sklepami, a slumsami i biedotą na obrzeżach miasta. Tutaj bogaty biznesmen i żebrak spacerują po tej samej ulicy. W supermarketach z klimatyzacją można kupić najnowszy sprzęt elektroniczny, a parę ulic dalej, w niektórych domach i rodzinach brakuje wody pitnej lub podstawowych środków do życia. Ten kontrast pomiędzy bogactwem i ubóstwem istnieje wszędzie na świecie, na Filipinach jednak jest widoczny jak na dłoni. Po kilkudniowym pobycie w Manili odleciałem samolotem na dużą wyspę na południu kraju, Mindanao, gdzie mamy większość naszych sercańskich placówek. Wygląda na to, że południe Filipin to bardziej egzotyczny, ale i uboższy region. Większość ludzi mieszka w wioskach, w maleńkich domach pokrytych liśćmi z palm kokosowych. Ludzie tu pracują ciężko na polach ryżowych, aby wyżywić swoje duże rodziny. Kościół w tym regionie jest bardzo młody. Pierwsze parafie i diecezje były tworzone dopiero pięćdziesiąt lat temu przez księży z Irlandii. Do dzisiejszego dnia, szczególnie na terenach górzystych, można znaleźć wioski i plemiona, których nikt nigdy nie odwiedzał. Zatem stale powstają nowe diecezje i kaplice. Większość z istniejących parafii liczy ok. 80-90 kaplic. Tylko nieliczni mieszkańcy tego misyjnego regionu mają okazję uczestniczyć w niedzielnej Mszy św. Większość, należąca do oddalonych kaplic, ma ją raz lub dwa razy do roku. Podczas jednej z naszych wypraw odwiedziłem parafię, w której pracują dwaj polscy sercanie: ks. Franciszek Pupkowski i ks. Janusz Burzawa. To nowa parafia: czeka ich trudne zadanie zorganizowania wspólnoty parafialnej, budowa kaplic i ośrodków duszpasterskich. Mieszkają w ubogich warunkach. Co dzień jeżdżą do oddalonych kaplic. Często są one położone wysoko w górach, dlatego trudno się do nich dostać. Przyłączyłem się do jednej z takich wypraw. Na miejscu dowiedziałem się, że ostatnio kapłan odwiedził to miejsce rok temu. Mieliśmy tam krótką katechezę w szkole, pierwszą spowiedź i komunię dzieci, parę chrztów, Msze św. i wiele innych posług. Wszystko w ciągu zaledwie kilku godzin. Nie mogłem jednak wiele pomóc ks. Januszowi w spowiadaniu, ani w katechezie... – nie znam jeszcze lokalnego języka cebuano. Nadrabiałem więc uśmiechem. Do misji wróciliśmy dopiero wieczorem. Czekała na nas wspaniała kolacja, przygotowana przez miejscowych parafian. Tego wieczoru długo siedzieliśmy, rozmawiając o sytuacji na Filipinach i w Polsce. Obecnie jestem już w Davao City. To największe miasto w Mindanao. Liczy 1,2 mln mieszkańców. Miesiąc temu zacząłem tu sześciomiesięczny kurs języka cebuano. W przyszłości będę używał tego języka, jeżdżąc do kaplic i kościołów, jak również odwiedzając domy i rodziny. To trudny język dla Europejczyków. Pocieszające jest jednak to, że w odróżnieniu od języka malayalam w Indiach, pisze się rzymskimi literami. Czas nauki języka to również czas na poznanie miejscowej kultury oraz aklimatyzację do filipińskich warunków i klimatu. To również okazja, aby zdobyć doświadczenie i przyjrzeć się miejscowym ludziom, zwyczajom, kulturze. To piękny kraj i jest w nim co zwiedzać. A tak przy okazji: na Filipinach jest ponad 7 200 wysp. Jednak po okresie deszczowym, który dopiero się rozpoczął, będzie ich chyba tylko 7 000, bo... leje non stop od tygodnia. Pozdrawiam wszystkich Czytelników "Wstań".
Ks. Andrzej Sudoł SCJ |