|  Strona Główna  | NR 5(89)2003  | archiwum  |  indeksy  |  księgarnia  |  prenumerata  |  redakcja  |

W NUMERZE:


DRODZY CZYTELNICY!
Ks. Jan Strzałka SCJ

PANIE, POZOSTAŃ Z NAMI!
Ks. Stanisław Mieszczak SCJ

PIELGRZYM

CHRYSTUS W DOMU CHOREGO

SŁOWA OCZEKIWANE

TAJEMNICA CIERPIENIA
Ks. Lucjan Szczepaniak SCJ

BOISZ SIĘ ŚMIERCI?
Jadwiga

CZY CIERPIENIE USZLACHETNIA?

FILIPINY – KRAJ KONTRASTÓW
Ks. Andrzej Sudoł SCJ

WYSPA SZCZĘŚLIWA
Kl. Przemysław Bukowski SCJ

 

CZY CIERPIENIE USZLACHETNIA?

Cierpienie dotyka każdego człowieka. Prowokuje do udzielenia odpowiedzi na pytanie:
"Czy cierpienie uszlachetnia?". Odpowiedzi jest tyle, ile – często bolesnych – ludzkich historii.

Cierpienie nie uszlachetnia. Jedyne, co nas uszlachetnia, to sposób przyjmowania cierpienia. Jeśli jak Chrystus zrobimy wszystko, aby cierpienia uniknąć lub je zmniejszyć: "Ojcze zabierz ten kielich...", i pomimo tego nam się nie uda – wtedy pozostaje nam: po pierwsze prosić Boga o wiarę, że po cierpieniu i pewnego rodzaju śmierci przyjdzie zmartwychwstanie, a po drugie podejmować wysiłek jak najlepszego znoszenia cierpienia. Takiego znoszenia, które nie prowadzi nas do rozgoryczenia i potem do rozpaczy. Cierpienie jest złem, ale "Bóg z tymi, którzy go miłują, współpracuje we wszystkim dla ich dobra". Mamy obowiązek walczyć z cierpieniem, a jeśli się go nie udaje zmniejszyć, należy szukać najlepszych sposobów na jego znoszenie.

Hubert Malinowski

Cierpienie samotne, którym nie podzielimy się z nikim – ani z Bogiem, ani z człowiekiem – nie uszlachetnia. Czy człowiek umierający samotnie w hospicjum nie czuje się raczej zdegradowany? Czy matka samotnie patrząca na chorobę swoich dzieci została tym cierpieniem uszlachetniona?

Romek

Przez bardzo długi czas odmawiałam sobie prawa do cierpienia. Uciekałam przed nim, nie chciałam się przyznać do tego, co się zdarzyło. Chciałam uciec. To mnie chyba bardziej poraniło niż cokolwiek innego. Teraz próbuję z tego wyjść, pozbyć się poczucia winy, pewności, że na nic więcej nie zasłużyłam. Jest mi trudno, ale widzę, jak bardzo dzięki staniu przed tym wszystkim otwieram się na Boga i ludzi. Wydaje mi się, że tak – cierpienie może uszlachetniać, ale tylko wtedy, jeśli je przyjmiemy i przeżyjemy do końca. To jest strasznie trudne – czasem nie mam już siły, ale dzięki temu żyję. Gdyby Chrystus nie postawił na mojej drodze ludzi, którym na mnie zależy i którzy chcieli o mnie walczyć, to pewnie już bym nie żyła. Nie cierpienie zabija, tylko ucieczka przed nim.

Irenka

TAK. Oto dlaczego. Cierpienie oznacza brak czegoś lub kogoś (osoby bliskiej, zdrowia, stanu przyjaźni, miłości, wzajemności, rozłąki, nawet Boga...). Ten brak wywołuje u nas ból fizyczny, psychiczny, duchowy. Jest to nieprzyjemne uczucie i ono samo w sobie chyba nie jest ani szlachetne, ani nieszlachetne. Jednak możemy nasze cierpienia (które mają konkretną wartość, bo to boli) – a w zasadzie dobra, których nie otrzymaliśmy, ofiarować Panu Bogu. Cierpienie, rozumiane jako brak dóbr, jest jedną z niewielu rzeczy, z których w stu procentach możemy zrezygnować na rzecz Pana Boga – i Jemu je ofiarować, jest to ofiara zupełna. Tu już nic dla siebie nie zatrzymamy (z rozpaczy też należy zrezygnować). Sam mam wiele problemów i staram się do nich w ten sposób podchodzić. Ofiaruję Panu Bogu brak tych dóbr, przez który cierpię – uwalnia mnie to od zniechęcenia, rozpaczy, co przyjmuję jako DAR od Pana Boga. Dlatego okazuje się, że cierpienie ubogaca. Coś trzeba stracić, aby COŚ zyskać. Taka Boża ekonomia.

Adam

Czy cierpienie uszlachetnia? Na pewno tak, w opinii tych, którzy nie muszą cierpieć. Na pewno uczy, ale ludzi wielkiej wiary, którzy przyjmują wszystko jak dar. Ale wytłumacz to bezdomnym, głodnym, niepełnosprawnym i ciężko chorym. Życzę wszystkim takiej wiary i ufności, żeby cierpienie mogło Was uszlachetnić!!!

Natalia K.

Cierpienie uszlachetnia na pewno. Trzeba sobie tylko zadać pytanie, jak daleko możemy posuwać się w tym twierdzeniu. Do jakiego stopnia możemy potwierdzić to, że nasze cierpienie nas uszlachetniło. Niebezpieczeństwo jest duże, ponieważ niepostrzeżenie może wkraść się w nasze rozumowanie i samoocenę pojęcie pychy i samoużalania się nad sobą. Przyjmujmy swe cierpienie po cichu i nie mówmy o nim zbyt głośno – bo tylko wtedy wyda ono plon stokrotny.

Sabina Domin

Gdyby nie cierpienie w moim życiu, zapewne nie byłabym tym, kim jestem. Gdyby Pan nie przyszedł do mnie w moim cierpieniu, nie potrafiłabym Go tak kochać jak dzisiaj. Gdyby nie cierpienie po upadku, nie chciałabym nic zmieniać w swoim życiu i tkwiłabym w grzechu! DZIĘKI, BOŻE, ZA MOJE CIERPIENIE, ZA MÓJ KRZYŻ! DZIĘKI NIEMU WIEM, CZYM JEST ŻYCIE Z TOBĄ! DZIĘKI, PANIE, ŻE MNIE KOCHASZ!!!

Adriana Kozłowska

Zdecydowanie tak. Po to nas doświadcza, aby zrozumieć sens życia. To żadna przyjemność być piękną, bogatą i zdrową, ale nie rozumieć potrzeb innych. Jedenaście lat temu, w wieku 29 lat, przeszłam rozległy zawał. To był koszmar, nie mogłam pogodzić się z tą sytuacją. Jedyne co potrafiłam powiedzieć, to tylko to, dlaczego mnie to spotkało. Dziś wiem, że musiało tak być, potrafiłam pokochać własną chorobę, kocham życie, ludzi, potrafię współczuć, pomóc innym. Dzisiaj choroba jest moją przyjaciółką, przestała mi przeszkadzać. Co ważne w cierpieniu, to zrozumieć sens naszego istnienia, i zaakceptować stan, że prędzej czy później każdy z nas umrze.

Grażyna R.

Wypowiedzi pochodzą z ankiety serwisu www.opoka.org.pl

© 1999 - 2003 SCJ PL