|

W NUMERZE:
|
DUCHOWE DOŚWIADCZENIA W CHOROBIE
c.d z nr 4(82)2002
Choroba nabiera cech ludzkich, gdy chory wie, że cierpi i pyta o cel
swego istnienia. Pytania te - stawiane sobie samemu, drugiemu
człowiekowi, a przede wszystkim Bogu -należą do najtrudniejszych.
Powodują lęk, są bowiem zwiastunami nieuchronnego przemijania. Istnieje
ryzyko, że niewłaściwe odpowiedzi mogą prowadzić do zwątpienia, a nawet
negacji Boga. Szczególne trudności nastręczają niezawinione cierpienia
człowieka sprawiedliwego, a szczególnie niewinnego dziecka. Ich dramat
nie odpowiada prostemu rozumowaniu religijnemu opartemu na przymierzu z
Bogiem: wierność i niewinność powinny być nagrodzone błogosławieństwami.
Skąd więc ten "skandal cierpienia"? Wizerunek kochającego Ojca jest
zniekształcony: "Bóg prowadził mnie przez życie jakby za rękę i nagle
pozostawił z konającym synem. Dlaczego?" - skarży się zrozpaczona matka.
"Tak lubię rysować, a Bóg zabrał mi oczy, czy On ma serce?" - pyta mała
dziewczynka, której oczodoły wypełnione są guzami nowotworowymi. To, co
u dorosłych wywołuje głęboki kryzys psychiczny, uderza jeszcze silniej w
dziecko, które wobec takich prób jest bezbronne. W swym cierpieniu nie
potrafi ono odnaleźć kochanego Boga, jeśli widzi zrozpaczonych rodziców.
Kształtuje swój wizerunek Boga poprzez rodziców i zachowania bliskich mu
osób.
Chory, będący agnostykiem, tłumaczy przyczynę swej choroby w sposób
racjonalny. Jest przekonany, że jego życie i zdrowie zależy wyłącznie od
niego. W swoim postępowaniu, które mogło spowodować chorobę, nie
doszukuje się grzechu, ale niewłaściwego trybu życia, przypadku, a nawet
szkodliwego działania drugiego człowieka. W chorobie poszukuje jakiejś
ukrytej informacji o jej przyczynie, i to raz na zawsze. Szuka też racji
dla zrozumienia prawa dotyczącego związku określonej choroby z jego
życiowym problemem. Przypuszcza, że popełnił jakiś błąd. Wobec tego
trzeba, jego zdaniem, zmienić coś w sposobie postępowania i
wartościowania. Potwierdzają to pewne koncepcje psychologiczne, według
których np. chore serce może przekazywać wiadomość o zbyt silnych
tendencjach rywalizacyjnych i problemach z samooceną.
W swoich poszukiwaniach zarówno chory wierzący, jak i niewierzący
dociera do granicy, którą stanowi brak wiadomości. Według psychologów
może on się stać źródłem najgłębszej mądrości czy przeżyć mistycznych,
umożliwiających bliższy kontakt z Bogiem. Odkrycie jej w ostateczności
zbliża agnostyka do Absolutu, którego istnienia do niedawna nie uznawał.
Ten brak wiadomości o przyczynie choroby, nazywany często
nieświadomością, posługuje się językiem snów i ciała. Ciało, dzięki swym
kontaktom z nieuświadomioną częścią psychiki, posiada nierzadko w sobie
mądrość przerastającą to, co wie świadomy umysł człowieka. W tym wypadku
jedynym celem nie jest wyleczenie z choroby, ważniejszym staje się
poznanie sensu cierpienia.
Teologia w tym wypadku odwołuje się do Chrystusa, który przebacza
popełnione zło i uzdrawia chorego. Za dni ziemskiego życia jest On
znakiem obecności Boga pośród cierpiących. Nikt tak jak On nie potrafi
pomóc cierpiącemu i choremu na duszy i ciele. Jego solidarność z
cierpiącymi posuwa się aż do utożsamienia się z nimi: "Byłem chory, a
odwiedziliście Mnie" (Mt 25,36). Tym samym wskazuje, że On cierpi w
sercu człowieka wówczas, gdy ten doświadcza bólu, choroby, samotności
lub ciężaru popełnionego grzechu.
Na palestyńskiej ziemi Chrystus nie ogranicza się wyłącznie do
deklaracji słownych - wzruszony widokiem cierpiących ludzi bierze na
siebie ich udręki. Zapowiada to już zresztą Izajasz: "On się obarczył
naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści" (Iz 53,4). Przez swoją
mękę i śmierć na krzyżu Jezus nadaje cierpieniu ludzkiemu nowe oblicze.
Choroba, niepełnosprawność, starość i umieranie poprzez mękę Chrystusa
przestają być tylko zwykłymi procesami ludzkiej biologii. Od tej chwili
cierpienie człowieka upodabnia go do Chrystusa, jednoczy z Nim i nadaje
istocie ludzkiej godności. Często cierpiący nie wie, dlaczego taki los
spadł na niego, ale wierzy, że jest z nim Bóg. On dzieli jego los.
Chrystus jest naprawdę Bogiem, który zbawia (Mt 1,21).
Objawienie Boże i sam Chrystus nie daje szczegółowej odpowiedzi na
pytanie o sens cierpienia. Dlatego człowiek, "usiłując wniknąć głębiej w
tajniki swego ducha, często okazuje się bardziej niepewnym samego
siebie" (KDK 4). Jan Paweł II wyjaśnia, że choroba, z którą związane
jest cierpienie, nie jest jedynie złem fizycznym, ale czasem próby
moralnej i duchowej okrytej tajemnicą. W niej i poprzez nią działa
Opatrzność Boża, która poucza chorego o drogach zbawienia, na których
pragnie każdemu przyjść z pomocą. Nic dziwnego, że niektórzy święci
wierzą, że poprzez chorobę Bóg ujawnia wobec człowieka swoją pedagogię.
Aby wyjść z próby cierpienia zwycięsko, chory potrzebuje wewnętrznej
siły, którą czerpie z wiary w Boga. Potrzebuje też miłości okazanej
przez drugiego człowieka. Cierpliwie uczy się samego siebie, odkrywa
swoje słabości i dorasta do własnego ja, a to jest najtrudniejsze.
Często jawi się pytanie: czy Bóg usprawiedliwia siebie, godząc się na
ludzkie cierpienia? Odpowiedź na nie jest pozytywna. Usprawiedliwienie
to dokonało się w cierpieniu Jego Syna Jezusa Chrystusa. Jednak dla
pogrążonych w rozpaczy, której finałem jest bunt przeciw Bogu,
cierpienie pozostaje nieusprawiedliwione. Natomiast chory o intensywnym
życiu wewnętrznym tylko w niewielkim stopniu ulega sugestiom, że jego
choroba jest wyłącznie karą za grzechy, bo któż z ludzi jest
sprawiedliwy przed Bogiem. W tym bowiem bolesnym dla siebie zdarzeniu
doszukuje się woli Boga i możliwości współpracy z Jego łaską. Mimo
swojej ułomności, z każdym dniem odkrywa cząstkę tajemnicy o cierpieniu,
która nabiera sensu w śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa. Przez to
jest mu lżej. Jednak zawsze wierzy, że wyniszczany przez chorobę ma
udział w cierpieniach Chrystusa i w Jego dziele zbawienia. W ten sposób
jego cierpienie złączone z chorobą staje się doświadczeniem nadającym
jego życiu nową jakość.
Ks. Lucjan Szczepaniak SCJ
(Kraków)
|