|

W NUMERZE:
|
KSIĄDZ
GIUSEPPE
Niejednokrotnie misjonarze w swoich listach proszą o modlitwę w intencji
misji. W szczególny sposób zobowiązują się do niej członkowie Duchowego
Patronatu Misyjnego. Po raz kolejny zachęcamy do niej wszystkich
Czytelników, a jako przykład jej skuteczności prezentujemy sylwetkę
włoskiego misjonarza, pracującego na Filipinach, ks. Giuseppe
Pierantoniego SCJ, który po 172 dniach niewoli został uratowany z rąk
porywaczy.
Przedstawiamy fragmenty opracowania, przygotowanego przez ks. Adama
Włocha SCJ, na podstawie wywiadu przeprowadzonego przez ks. Stefana
Tertunte SCJ.
Ksiądz Giuseppe Pierantoni opowiada, że kiedy pięciu porywaczy weszło do
domu, aby go obezwładnić, poczuł bunt i ogromny gniew. W tym momencie
przypomniał sobie jednak wydarzenie porwania jednego z misjonarzy
irlandzkich, dwa miesiące wcześniej, który został zamordowany, kiedy
bronił się przed porywaczami. Zreflektował się i przestał stawiać opór.
Porywacze wyprowadzili go z domu w ciemność, po drodze zgubił sandały.
Myślał jedynie o tym, aby nikt nie zginął, aby nie doszło do rozlewu
krwi. W końcu porywacze doprowadzili go do łodzi, wszyscy zajęli miejsca
i wypłynęli w morze. Był spokojny, udało mu się rozmawiać z jednym z
porywaczy, który odnosił się do niego dość grzecznie. Przez dłuższy czas
gdy płynęli, ks. Giuseppe z całą wyrazistością przypominał sobie
powiedzenia Chrystusa z Ewangelii odnoszące się do ufności i
zawierzenia. Stopniowo w swym wnętrzu umacniał swoją wiarę i zawierzenie
Bogu, co pomogło mu pokonać uczucie gniewu, buntu i złości. Przyznał
też: „W niektórych sytuacjach mojego uwięzienia okazywałem postawę
niezgodną z postawą zawierzenia, kiedy z powodu zmęczenia czy gniewu
odmawiałem posłuszeństwa, nic mnie nie obchodziło, to po pewnym czasie
zrozumiałem, że nie czyniłem dobra ani dla siebie, ani wobec
otaczających mnie porywaczy. Denerwowałem się bardzo, ponieważ byłem
głodny, zmęczony, obiecywali, że przyniosą mi coś do jedzenia, a po
tygodniu dostałem trzy puszki sardynek, które miały mi wystarczyć nie
wiem na ile tygodni. Mówiłem, że chcą mnie zamordować. Wywołało to różne
reakcje wśród porywaczy. Jeden z nich chciał mnie bić, inni mnie
bronili, ale wszyscy poczuli się źle. Odczuli, jakbym ich zdradził.
Wtedy zrozumiałem, że nie można nigdy zdradzać dobra, które jest w
drugim człowieku, nawet jeśli jest ono bardzo ograniczone. Jeżeli ktoś
czyni coś dobrego, trzeba, abyśmy byli wierni temu dobru - chociaż nie
można w wystarczający sposób usprawiedliwić jego zachowania. Jest ważne
dla niego, abyśmy zaufali dobru, które w nim się znajduje. Wtedy
zrozumiałem, że moja postawa nie pochodziła od Ducha Świętego,
skierowałem więc myśli ku ponownemu praktykowaniu ufności".
Ksiądz Giuseppe jest zdania, że porywacze nie zamierzali go zabić.
Sytuacja jednak mogła się zmienić z powodu działań wojska, które
trzykrotnie zbliżyło się do miejsca, gdzie był ukrywany. Celem
porywaczy, jak powiedział, był okup. Potrzebowali pieniędzy na zakup
broni potrzebnej do obrony własnej oraz w perspektywie politycznych
celów, a mianowicie do wyzwolenia wyspy Mindanao, aby uniezależnić się
od rządu w Manili.
W Niedzielę Wielkanocną, 7 kwietnia, cała grupa wyruszyła w drogę. Po
wielu godzinach marszu koło drugiej w nocy mocno wycieńczony ks.
Giuseppe został uwolniony przez porywaczy i przejęty przez policję.
Uwolnienie było następstwem długotrwałych pertraktacji z rządem.
Na zakończenie wywiadu ks. Giuseppe powiedział:
„Uważam, że to porwanie będzie miało na płaszczyźnie Kościoła lokalnego
dobroczynny wpływ. Kobiety i mężczyźni różnych wyznań zbierali się
razem, by modlić się o moje wyzwolenie. Stało się tak po raz pierwszy w
ich historii. I teraz w dalszym ciągu zbierają się na modlitwie za
innych, znajdujących się w podobnej sytuacji.
Ponadto to wydarzenie pomoże wyjaśnić naszym młodym kandydatom do życia
zakonnego, że wybór ten nie jest szukaniem dobrobytu, spokoju i
pewności, ale że niesie ze sobą pewne ryzyko, że jest pójściem za
Mistrzem ubogim i ukrzyżowanym i naśladowaniem Go.
Ważne jest dla mnie i dla wszystkich, by patrzyć na to wydarzenie oczami
wiary nie tylko jako na dramat o szczęśliwym zakończeniu, ale jako na
czas łaski, której sens każda osoba i każda grupa osób winna odkryć i
jest do tego zachęcana.
ks. Adam Włoch SCJ
(Kraków)
|