|  Strona Główna  | NR 4(88)2003  | archiwum  |  indeksy  |  księgarnia  |  prenumerata  |  redakcja  |

W NUMERZE:


DRODZY CZYTELNICY!
Ks. Jan Strzałka SCJ

JEZUS PRZYCHODZI DO WSPÓLNOTY
Ks. Stanisław Mieszczak SCJ

JEZUS CHRYSTUS - cierpienie przezwyciężone miłością
Jan Paweł II

ORDER UŚMIECHU

DZIECIĘCE DOŚWIADCZENIE WIARY
Ks. Lucjan Szczepaniak SCJ

CHRZEŚCIJANIN W SZPITALU

SŁOWA OCZEKIWANE

MŁODYM SERCEM

CZAS "MAŁEGO KSIĘCIA"
Monika Nowak

MIŁOŚĆ JEST JAK OGRÓD
Zenon Zaremba

CZY TO MOŻLIWE...?
Magdalena Wolak

KONGO – SERCE AFRYKI
 

DZIECIĘCE DOŚWIADCZENIE WIARY

Jak z Bogiem dziecko rozmawia,
chciałem podpatrzeć...
Na progu sali stanąłem
i czekałem...

Bóg tego pewnie nie chciał...
Dziecko zmieniło temat.
Zmęczone położyło się
i smacznie zasnęło...

Religijne przeżycia chorego dziecka, pomimo wielu badań, wciąż nie są w pełni poznane. Często przypisuje się mu doświadczenia dorosłego człowieka jako jego własne. A przecież ten wewnętrzny świat przypomina dobrze strzeżony „ogród”, do którego mają prawo wstępu tylko osoby kochane i akceptowane. Delikatność i miłość to klucze, które otwierają prawie każde dziecięce serce. Słowo „prawie” pozostawia pewien margines dla tych dzieci, które wymagają jeszcze więcej cierpliwości, aby odsłonić swoje tajemnice. O tym, kto może tam przebywać, nie decyduje więc dorosły człowiek, lecz dziecko. Stąd też łatwo o zniechęcenie ze strony jego opiekunów.

Rozmowa z dzieckiem opiera się na zupełnie innych zasadach niż dialog pomiędzy dorosłymi. Tutaj jest ważna „mowa” całego ciała, a nie tylko wypowiadane słowa. I jeszcze „coś”, czego nie można w pełni zdefiniować... Jest to intuicyjne poznanie duszy dziecka i zdolność do współodczuwania z nim. To wyjątkowy dar, którego nie można zdobyć poprzez lekturę fachowych artykułów. Otrzymują go od Boga ci, którzy bezinteresownie kochają dziecko. Każde udawanie jest natychmiast zdemaskowane. Dziecko doskonale wyczuwa sztuczność i fałsz. Nieraz kilkuminutowa rozmowa z osobą kochaną więcej dla niego znaczy niż długa obecność kogoś nieakceptowanego.

O Bogu z dzieckiem rozmawiałem.
Wieczorami przychodziłem.
Wysilałem się...
Tłumaczyłem, że On jest...

Kiedy zniechęcony chciałem odejść,
chłopiec cicho odezwał się:
– Przesuń się,
bo mi zasłaniasz Boga...

Trudności w relacjach z dzieckiem można tłumaczyć tym, że opiekun (nauczyciel, lekarz, pielęgniarka, katecheta) nie traktuje poważnie swoich dziecięcych przeżyć. A to właśnie te wspomnienia i umiejętność wykorzystania ich mają wpływ na decyzję dziecka, czy osoba, która z nim rozmawia, jest tą właściwą. Dziecko nie analizuje tego tak jak dorosły. Ono po prostu wie, komu można zaufać. Słowa Chrystusa: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego” (Mt 18,3) wciąż są aktualne. Dorosły człowiek nie może zmniejszyć ilości swoich lat, ale przy pewnym wysiłku potrafi nauczyć się słuchać tego, co mówi dziecko. Jeśli jest cierpliwy, to niejako będzie śnił z dzieckiem na jawie. Marzenia i fantazje dziecięce przecież ściśle splatają się z rzeczywistością. Kto nie szukał w dzieciństwie kryjówki krasnoludków, nie czekał z rumieńcem na twarzy na Świętego Mikołaja, nie próbował złapać wschodzącego księżyca, nie zrozumie chorego dziecka, choćby posiadał stosowne dyplomy...

Jeśli dorosły pragnie z dzieckiem „podpatrywać Boga”, musi zapomnieć o „szkiełku i oku”. Wszelkie reguły, tak przydatne w pracy badawczej nad religijnymi przeżyciami dziecka, zawodzą. W tę podróż nie należy zabierać niczego oprócz miłości. Dziecko wynagrodzi dorosłemu cierpliwość, a może i odmieni jego życie... Wówczas nauczy się on spotykać Boga wszędzie. Stwórca tego świata potrafi „bawić się z dzieckiem”, a ono Go maluje na swoich papierowych kartonikach. Dla niedoświadczonych są to tylko nieporadne rysunki. A w rzeczywistości są one jakby w nieładzie pozostawioną zastawą po przed chwilą przyjętym wspaniałym Gościu.

Kochany synku, powiedz mamie,
jak cię w nocy bolało...
Kiedy przy tobie mnie nie było
i jak bardzo chciałam ci pomóc...

Chłopczyk zmrużył oczy,
chwilę zastanowił się...
i z pewnością mędrca wyszeptał
– Mojemu Bogu wszystko opowiem...

Dorosły może uczyć się od dziecka prostej, żarliwej rozmowy z Bogiem, która jest tak podobna do zwierzeń czynionych mamie przed zaśnięciem. A kiedy ono czuje się skrzywdzone, nie krępuje się urządzić Bogu „awantury”. Czasem i obraża się na Niego. Jednak po burzy, drżącymi wargami, wypowiada słowo „przepraszam”. Czy Bóg mógłby oprzeć się ciepłym łzom i rozpalonym policzkom? Nie należy więc czynić dziecku surowych wyrzutów i ingerować w jego intymne relacje z Bogiem. Zbyt rygorystyczne wychowanie nigdy nie było dobrą metodą. Trzeba pozwolić dziecku stopniowo dojrzewać. Raczej z pewnego dystansu korygować niektóre postawy. Sugerowanie gotowych wzorców, aczkolwiek czasami jest uzasadnione, powinno jednak być stosowane z umiarem.

Ufałam Ci od najmłodszych lat.
Do Twojej świątyni chodziłam.
Moją miłością byłeś.
Tak Ci wierzyłam...

A teraz – jestem ciężko chora.
Dlaczego to mnie spotyka?
Zabrałeś mi wszystko: słońce, wiatr i wolność.
W zamian dałeś upokorzenie łóżka szpitalnego.

Poczucie winy również jest inaczej przeżywane przez dziecko. Jej doświadczenie może być dla niego bardzo bolesne. W przeciwieństwie do dorosłych ból dziecięcego grzechu nie jest związany z ciężkimi grzechami. Wina, nawet najmniejsza, może powodować u niego żal, wstyd, a czasem nawet złość na siebie. Dziecko wie, że Bóg je kocha, dlatego przeprasza Go z zaufaniem rzadko spotykanym w świecie dorosłych.

Nie bój się spowiedzi,
Wyznaj, czym Boga obraziłeś.
On to wszystko zgubi
w miłosierdzia zamieci...

Nie wiem, jak ci to powiedzieć,
On jest taki dobry!
Proszę Księdza – spokojnie
– ja wiem, że On mnie kocha...

Ks. Lucjan Szczepaniak SCJ
(Kraków)

© 1999 - 2003 SCJ PL