![]() |
|
|
| Strona Główna | numer aktualny | archiwum | indeksy | księgarnia | prenumerata | redakcja | |
|
|
W NUMERZE:
|
U BOKU CHOREGO Pomocy nie można udzielać choremu "na siłę", jeśli on lub jego rodzina jej sobie nie życzą. Dzieje się to wówczas, kiedy opiekunowie swoim postępowaniem nie wzbudzają zaufania. Przyczyn jego utraty bywa wiele. Niektóre spośród nich są bardzo istotne, na przykład stworzenie nadziei na wyleczenie, kiedy przesłanki medyczne są wątpliwe. Również brak czasu na rozmowę z chorym i jego rodziną oraz lekceważenie ich obaw zawsze powoduje ochłodzenie relacji z opiekunami chorego. W opiece terminalnej nad dzieckiem, oprócz troski okazywanej mu przez rodziców, ważna jest pomoc jego rodzeństwu. Skupianie się na cierpiącym dziecku jest czasem tak duże, że opiekunowie nie mają już dość sił dla pozostałych dzieci, których zdrowie, zwłaszcza psychiczne, także jest zagrożone. Najczęstszym problemem, z którym zdrowe rodzeństwo nie może się uporać, jest poczucie winy wynikające z wcześniejszych kłótni i nieporozumień rodzinnych. Wspierający rodziców powinien mieć czas również na wysłuchanie zdrowego dziecka i pomóc mu w jego trudnej sytuacji. W towarzyszeniu choremu terminalnie i jego rodzinom istnieje potrzeba wzajemnej współpracy opiekunów medycznych (zwłaszcza psychologów) i wolontariuszy z kapelanami szpitalnymi. Religia ma wartość czynnika "terapeutycznego" zwłaszcza tam, gdzie trzeba na nowo odkryć sens życia i umocnić nadzieję. Pewną trudnością jest niewłaściwe sprowadzenie jej wyłącznie do roli narzędzia psychoterapii. Zsekularyzowana, świecka psychologia pomaga uwolnić się człowiekowi od swojego "ja". Jednak zadając pytanie o sens życia, nie potrafi wskazać na jego źródło. Stąd też jest ona różna od chrześcijańskiego kierownictwa duchowego, które odkrywa człowiekowi prawdę, że jest kochany i zbawiony przez Boga. W sytuacji, kiedy poszukuje on samopotwierdzenia, z pomocą śpieszą mu opiekunowie medyczni. Gdy jednak potrzebuje rady duchowej, przebaczenia grzechów, modlitwy konieczna jest pomoc duszpasterza. Objawienie Boże nie przynosi treści bezpośrednio związanych z problematyką tej najtrudniejszej z posług, jaką jest wsparcie i solidarność z umierającym i jego bliskimi. Wyrazem solidarności z umierającym i jego bliskimi jest dzieło Odkupienia, które ogarnia wszystkich ludzi, czyniąc ich "dziećmi Boga" – Jedynego Ojca. Stąd też Ojciec Święty przypomina nam, że "Jezus składając samego siebie w ofierze za nas na krzyżu, ustanowił zasady sądu zbawienia, objawiając zamysł miłosierdzia Ojca. Ten sąd zapowiada już dzisiaj: utożsamiając się z "najmniejszym z braci", Jezus żąda od nas, byśmy go przyjęli i służyli mu z miłością. W dniu ostatecznym powie nam: "Byłem głodny, a dałeś mi jeść" ( Mt 25,35) i zapyta nas, czy głosiliśmy Ewangelię miłości, czyśmy nią żyli i dawali o niej świadectwo. Jakże wymownie brzmią dziś dla nas te Twoje słowa, Panie życia i nadziei! W Tobie każda ludzka ułomność zostaje ocalona i odkupiona. Dzięki Tobie niepełnosprawność nie jest ostatnim słowem w życiu. Ostatnim słowem jest miłość, Twoja miłość, która nadaje sens życiu. Pomagaj nam zwracać serca ku Tobie; pomagaj nam rozpoznawać Twoje oblicze, które jaśnieje w każdej ludzkiej istocie, nawet najbardziej znękanej zmęczeniem, problemami i cierpieniem". Wsparcie okazane przez służbę szpitala i najbliższych ma pomnożyć nadzieję, szczególnie wtedy, kiedy choremu i najbliższym wydaje się, że nie ma już ratunku i chciałby krzyczeć: "Dni moje podobne są do wydłużonego cienia, a ja usycham jak trawa" (Ps 102,12). Bóg, posługując się ofiarnymi ludźmi, sprawia, że chory – mimo zbliżania się do śmierci – nie pogrąża się w rozpaczy, choć często jego cierpienie jest ogromne. W przypowieści o miłosiernym Samarytaninie (Łk 10,30-37), Chrystus wskazuje, jaki powinien być stosunek do cierpiących bliźnich. Nie można ich mijać i nie dostrzegać ich cierpienia. Słuszną postawą, która wymaga odwagi i miłości jest zatrzymanie się przy chorym, licząc się ze wszystkimi konsekwencjami tego czynu. Być może trzeba będzie zrezygnować z realizacji osobistych planów, uszczuplić swoje dobra materialne, czy nawet zaryzykować utratę zdrowia. Opiekujący się umierającym powinien być jak miłosierny Samarytanin wrażliwy na cierpienie. Nie powinien także wstydzić się wzruszenia i łez. Czasem współczucie jest jedynym przejawem solidarności wobec cierpienia, którego nie sposób złagodzić. Powinien on pielęgnować w sobie ową wrażliwość, czyniącą go podobnym do Chrystusa pochylonego nad człowiekiem, którego ukochał do szaleństwa krzyża. Nie należy jednak poprzestawać na współczuciu. Trzeba okazać czynną pomoc na miarę sił i środków, którymi się dysponuje. Nigdy nie jest tak, aby cierpiącemu nie można było ulżyć, choćby odrobinę. Jan Paweł II z jeszcze jednej przyczyny zachęca wspierających chorego i jego bliskich: "Jesteście znakiem nadziei w naszych czasach. Wszędzie tam, gdzie mamy do czynienia z brakiem nadziei i cierpieniem, otwieracie niewyczerpane źródła poświęcenia, dobroci posuniętej aż do heroizmu, które wypływają z ludzkiego serca. [...] Kroczcie odważnie obraną drogą, niech was nigdy nie powstrzymują trudności. Chrystus, Miłosierny Samarytanin, niech będzie najlepszym przykładem do naśladowania dla każdego wolontariusza. Naśladujcie także Maryję, która wybierając się «z pośpiechem», aby pomóc swej krewnej Elżbiecie, stała się zwiastunką radości i zbawienia. Niech Ona nauczy was pokornej i czynnej miłości i wyprosi dla was u Boga łaskę dostrzegania Go w ubogich i cierpiących".
Ks. Lucjan Szczepaniak SCJ
|