|  Strona Główna  | numer aktualny  | archiwum  |  indeksy  |  księgarnia  |  prenumerata  |  redakcja  |

W NUMERZE:


LIST DO BRACI LEKARZY

… A wreszcie rzekł Bóg: "Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam".
Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył…

Być na obraz Boga, Istoty doskonałej – jakaż to godność i przywilej!

A mnie, lekarzowi została powierzona tak ogromna odpowiedzialność. W moje ręce złożono zdrowie i życie drugiego człowieka. Jak udźwignąć ten ciężar?

Po pierwsze – przyjąć swoje życie jako dar, popatrzeć na siebie oczami miłości. Wówczas znikną kompleksy, niepewność, poczucie winy…

Po drugie – uznać swoją słabość i ograniczoność, co uchroni przed pychą, przed pokusą ubóstwienia wiedzy, często przecież tak boleśnie niedostatecznej.

Po trzecie – spojrzeć na drugiego człowieka jak na siebie i dostrzec jego godność, ale też przyjąć jego słabość i pochylić się nad nią z zatroskaniem.

I jeszcze jedno – nie zapomnieć o tym, by leczyć człowieka, a nie tylko jego ciało czy psychikę. Nie zapomnieć o tym, że człowiek okazuje się istotą pełną tylko wtedy, gdy bierzemy pod uwagę wszystkie aspekty jego istnienia: cielesność, psychikę, a także duchowość, która najbardziej przybliża dzieło do jego Stwórcy. Jeśli pozbawimy człowieka tego duchowego wymiaru, okaleczymy go w sposób odczuwalny, wręcz namacalny.

Przyjmijmy chorego z pełnią jego człowieczeństwa, z ciałem i duszą, z wątrobą i emocjami, z sercem i uczuciami... Z tym, czego w życiu doświadczył i co przeżywa, czego pragnie i oczekuje. Przyjmijmy go jako osobę, jako najważniejszy podmiot naszego działania i służby.

Przypomnijmy sobie sens słowa "służba". Przypomnijmy sobie, kolegom i pacjentom, że być lekarzem, to oddać siebie innym, być ich pokornym i uniżonym sługą, przyklękać przed biedą i cierpieniem. Zapomnieć o tytułach, pozycji, pieniądzach, a zobaczyć przed sobą Chrystusa cierpiącego w drugim człowieku. Umieć pochylić się nad jego bólem, krzywdą, upokorzeniem, starością, słabością… Dotknąć Jego ran, przemyć je, opatrzyć.

Tylko wówczas zdobędziemy siły do służby, odnajdziemy najgłębszy sens naszego powołania. Wtedy zmienią znaczenie modne pojęcia – biznes plan, farmakoekonomika, budżet... – próbujące uczynić nas niewolnikami bezdusznego systemu, sprowadzającego człowieka do roli przedmiotu. Nasze powołanie odnowi się w nas, stanie się naszą siłą, bogactwem, naszym sukcesem i dumą.

Obudźmy w sobie duszę i zróbmy rachunek sumienia. Jak daleko odeszliśmy od ideału, od sensu naszego powołania? Kiedy słowo "lekarz" stało się wyłącznie synonimem zawodu, sposobu na życie, zarabianie pieniędzy? W którym momencie odeszliśmy od łóżka chorego, licząc eurozłotówki, zamiast usiąść, wysłuchać, pocieszyć, zapłakać…

Może czas na zmiany? Zacznijmy od siebie! Usiądźmy przed lustrem i zapytajmy: jakim jestem człowiekiem, jakim jestem lekarzem? Na ile jeszcze jestem Człowiekiem, co odnajduję w sobie z Lekarza…?

Tak myślę ja, wciąż niedoskonały lekarz, podlegający pokusom czyhającym na każdego z nas, protestujący przeciw prawom rynku tam, gdzie powinna rządzić miłość.

Owe pytania zadaję sobie ja, chrześcijanin ciągle zbyt mało ufający Temu, który prowadzi moje stopy, kieruje myślami, temu, którego człowieczeństwo jest dla mnie niedoścignionym wzorem. Temu, który jest najlepszym Lekarzem – w którego ranach jest nasze uzdrowienie.

Jemu powierzam siebie, Was – moich kolegów, naszych pacjentów. Niech nas prowadzi w tych niełatwych czasach, niech odnawia w każdym z nas powołanie do życia w pełni, którą jest On sam.

Jadwiga
Młodsza Siostra Ewy