![]() |
|
|
| Strona Główna | numer aktualny | archiwum | indeksy | księgarnia | prenumerata | redakcja | |
|
|
W NUMERZE:
|
CIERPIENIE LEKCJĄ POKORY Czytając list Tomka Tokarczyka w numerze 1(79)2002 "Wstań", nasunęło mi się kilka przemyśleń, którymi chciałam się podzielić. W moim 40-letnim życiu, od przeszło 30 lat, niosę swój krzyż. Długo do niego dorastałam, długo "przymierzałam", zanim okazało się, że on jest mój i na miarę moich sił i możliwości. Długo walczyłam i bolesna to była walka; wiele odwrotów od Boga, zwątpień i załamań, wiele pytań: "dlaczego?", buntu i żalu, nim dotarło do mnie, że oto Bóg ofiarował mi niezwykły dar, którego nie każdy może doświadczyć. Dziś jestem przekonana, że każdy u początku swojej "krzyżowej drogi" musi przejść taką walkę: walkę z sobą samym, z Bogiem, aby mógł właściwie pojąć sens swojego krzyża, od którego przecież tak często nie ma już odwrotu. Nie jest wcale łatwo radzić choremu (zwykle robią to ludzie zdrowi), aby się nie poddawał, żeby uwierzył, że Bóg doświadczając, nie chce skrzywdzić ani ukarać. Takie i jakiekolwiek inne słowa jakże często drażnią i nie odnoszą właściwego skutku. Współczucie i pocieszanie niekoniecznie jest akceptowane przez chorego. Bowiem to sam chory musi w swym cierpieniu "dojrzeć" do tego, by nie widzieć innej drogi niż ta z krzyżem, aby za ów krzyż Bogu serdecznie dziękować. Niejeden chory zastanawiał się, co by było, gdyby był zdrowy, sprawny, jak wówczas wyglądałoby jego życie... Mnie ktoś już bardzo dawno powiedział: "Dziś nie umiem sobie wyobrazić ciebie bez cierpienia". I miał rację. Nie można się oglądać wstecz, "gdybać". Trzeba z pokorą przyjąć krzyż i uwierzyć, że jest to dla nas najwłaściwsza droga. Przyjąć to swoje cierpienie jako dar, a nie karę. "Kogo Bóg miłuje, tego krzyżuje" – jakież stare i mądre są to słowa. Cierpienie traktowane jako dar uczy pokory wobec życia i wobec Pana Boga, przybliża do Niego, otwiera na innych. To my – chorzy – często tego nieświadomi, jesteśmy wspaniałą lekcją dla ludzi zdrowych i całkowicie sprawnych, a przy tym jakże często niezadowolonych z życia. Przebywając w wielu szpitalach czy ośrodkach rehabilitacyjnych, miałam okazję zetknąć się z ludźmi ciężko naznaczonymi cierpieniem. Zawsze zastanawiałam się, jak ktoś unieruchomiony na wózku inwalidzkim czy przykuty do łóżka do swoich dni może mieć w sobie tyle radości, nadziei i chęci do życia. Chylę czoła przed takimi ludźmi, bo od nich nauczyłam się pokory. Dzięki ich postawie, wytrwałości i dzielności, pogodzie ducha "dojrzałam" do mojego krzyża i zaczęłam go poważnie traktować. Żadne słowa bliskich osób, obecność moich przyjaciół nie były mi tak pomocne, jak przebywanie z ludźmi obarczonymi chorobą, "ładowanie się" ich optymizmem i chęcią do życia. Moje przemyślenia kieruję szczególnie do ludzi młodych dotkniętych cierpieniem, zbuntowanych i pełnych żalu, będących może u początku swojej "walki", i powtarzam za Tomkiem: "nie załamujcie się, nie poddawajcie się w cierpieniu i zwątpieniu (...) Życie osób niepełnosprawnych jest darem" i wspaniałą lekcją pokory.
Józefa Leśniak |