|  Strona Główna  | numer aktualny  | archiwum  |  indeksy  |  księgarnia  |  prenumerata  |  redakcja  |

W NUMERZE:


CHRYSTUS I CIEBIE ZAPYTA

Ojciec Święty podczas rzymskich obchodów Jubileuszu Chorych w ramach Światowego Dnia Chorego przypomniał, że wszyscy są dłużnikami cierpiących członków Kościoła – również on sam. Czy nie ma w tym przesady? Czyż to raczej nie chorzy winni czuć dług wdzięczności wobec swych opiekunów, pracowników służby zdrowia, społeczeństwa, które łoży na świadczenia dla nich...? Jaki pożytek mogą mieć zdrowi z czyjegoś cierpienia i chorowania?

Takie myślenie odzwierciedla ducha naszych czasów, w których osobę szacuje się miarą korzyści, i to wyłącznie doczesnych. Tymczasem człowiek to "przestrzeń transcendencji", otwarcia na wartości duchowe i wieczne. Sama obecność cierpiącego przypomina o konieczności otwarcia się na te wartości. Wszak jutro również ja mogę dołączyć do rzeszy chorych i na cóż wtedy przyda mi się całe bogactwo czy zbytnie zaangażowanie w sprawy tego świata?

Obecność chorego uświadamia względność wartości doczesnych. Cierpiący przypomina o śmierci, która tu, na ziemi jest rzeczywistością dotyczącą każdego. A przecież wielu żyje tak, jakby to ziemskie życie było wieczne. Chory, przypominając o śmierci, otwiera się równocześnie na nowy wymiar nadziei, związanej z życiem w szczęściu w Niebie. Gwarantem jej jest sam Bóg.

Chory wreszcie może wykonać ogromną "pracę", jeśli przyjmie cierpienie, ból bez buntu i ofiaruje je Bogu w myśl słów św. Pawła: "Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół" (Kol 1,24). Jeśli w ten sposób spojrzymy na osobę chorą, dostrzeżemy ów rys zaangażowania we wszystkie obecnie dokonujące się sprawy i wydarzenia Kościoła i świata. Taka jest perspektywa ofiarowania Bogu swoich cierpień. Jest to swoista modlitwa chorego, która wydaje wielkie owoce. Dzięki niej każdy, a zwłaszcza zdrowy, staje się dłużnikiem chorych.

Jednak nie każde cierpienie może się stać tak owocnym. Jeśli towarzyszy mu bunt lub nie jest ofiarowane Bogu – marnuje się. Nie należy tu mówić o winie chorego, a jedynie o dobru, jakie mogłoby się dokonać, gdyby cierpiący "wypełnij swoją misję". Wystarczy spojrzeć na ukrzyżowanego Chrystusa – wszak zbawienie przyszło przede wszystkim przez Jego krzyż, a nie przez cuda, czy tym bardziej przez bogactwa tego świata.

Jest więc w szeroko pojętym interesie ludzi, którym Bóg pozwolił cieszyć się dobrym zdrowiem, by stwarzali cierpiącym takie warunki przyjmowania choroby, aby z godnością mogli przeżywać swój ból. Warto spytać siebie o własne zaangażowanie w los chorych, tych, którzy są najbliżej. Czy Chrystus, utożsamiając się z cierpiącymi, będzie mógł powiedzieć do mnie na Sądzie Ostatecznym: "Byłem chory, a odwiedziliście Mnie" (Mt 25,36)?

Ks. Tomasz Rak
(Poznań)

© 1999 - 2004 SCJ PL
webmaster:
ks. Zdzisław Płuska SCJ