![]() |
|
|
| Strona Główna | numer aktualny | archiwum | indeksy | księgarnia | prenumerata | redakcja | |
|
|
W NUMERZE: |
KILKA SŁÓW O SŁUŻBIE ZDROWIA W ostatnich latach służba zdrowia przeżywa niespotykane dotąd trudności materialne. Brakuje jej środków finansowych na wynagrodzenia i podstawowe wyposażenie. Wiele placówek zdrowotnych jest likwidowanych, co grozi jeszcze sporej liczbie innych. Nierzadko pacjenci sami kupują sobie posiłki, aby wystarczyło funduszy na funkcjonowanie placówki. Kadra lekarzy i pielęgniarek staje się coraz szczuplejsza. W wielu oddziałach szpitalnych liczba opiekunów medycznych przypadających na jednego pacjenta jest niebezpiecznie mała. Grozi to oczywiście niedopatrzeniami wynikającymi ze zmęczenia i konfliktami z pacjentami. Nie pomagają słuszne protesty i naciski ze strony pracowników służby zdrowia. W relacjach dziennikarzy problemy opiekunów medycznych sprowadzane są prawie wyłącznie do wymiaru materialnego. Zagadnienie to jest jednak o wiele szersze, ponieważ dochodzi do niezwykle groźnego zjawiska, jakim jest podważenie, a może już zniszczenie, autorytetu lekarza i personelu pomocniczego. W jakiejś mierze odpowiedzialność za to ponoszą dziennikarze, którzy w najtrudniejszym dla opieki medycznej okresie szukają taniej sensacji. Wykrywanie kolejnych "afer" utrwala w społeczeństwie wizerunek bezdusznego lekarza i roszczeniowo nastawionych pielęgniarek, które protestując zaniedbują swoje obowiązki. Błędy, a czasem przestępstwa jednostek, są nagłaśniane i przypisywane całej opiece medycznej. W takiej rzeczywistości chory nie czuje się bezpiecznie. W jego sercu rodzi się pragnienie spotkania z "idealną służbą zdrowia", która byłaby uosobieniem wszystkich cnót. W jaki jednak sposób personel medyczny ma być idealny, skoro relacje w społeczeństwie są "chore". Ciągle przypomina się lekarzom i pielęgniarkom o ich powołaniu, a zapomina o tym, że to nie tylko oni są odpowiedzialni za obecny stan rzeczy. Ciężar odpowiedzialności spoczywa przecież zarówno na politykach, administracji państwowej, społeczeństwie i właśnie służbie zdrowia. Analiza trudności występujących w opiece medycznej wymaga sporej wiedzy i emocjonalnego dystansu. Można odnieść wrażenie, że sytuacja wymknęła się spod kontroli również dziennikarzom. Ukazane przez nich wspaniałe standardy medyczne są realizowane tylko w bogatych krajach, do których nie należymy. Wstąpienie do "wyidealizowanej" Unii Europejskiej, przypominającej "szklane domy" z powieści S. Żeromskiego, przez najbliższe lata również nie spowoduje radykalnej zmiany. Proces uzdrawiania służby zdrowia jest trudniejszy niż zakładają politycy. Wpisuje się on nie tylko w nasze trudności, ale także ogólnoświatowe. Według raportu Organizacji Pomocy Dzieciom (Save The Children) z 2003 roku, na świecie każdej minuty wciąż umiera osiem noworodków, co w skali roku daje liczbę 4 milionów. Najczęstszą przyczyną tych zgonów są infekcje spowodowane brakiem elementarnych zasad higieny. Jedynym sposobem zmniejszenia owej śmiertelności są masowe szczepienia ochronne z równoczesną poprawą warunków bytowych i edukacją. Nie należy spodziewać się szybkiej zmiany na lepsze, skoro 53 miliony kobiet rodzi dzieci w skrajnym ubóstwie, bez jakiejkolwiek pomocy medycznej i socjalnej. Raport ten ujawnia wyraźną dysproporcję pomiędzy krajami rozwiniętymi i rozwijającymi się. W Zachodniej Afryce umiera 60 na każdy tysiąc noworodków, podczas gdy w USA na tę samą liczbę nie przeżywa 5. Stąd też przedstawiciele bogatych społeczeństw powinni dostrzegać ograniczoność wysiłków służby zdrowia z biednego regionu świata. Polska nie jest tak ubogim krajem, ale zaspokojenie wszystkich potrzeb chorych ze strony personelu medycznego w chwili obecnej nie jest możliwe. Nie wynika to ze złej woli lekarzy. Przypominanie wciąż o prawach chorego, bez ukazania sposobów ich realizowania, przynosi więcej szkód moralnych niż pożytku. Jedną z przykrych konsekwencji obniżania autorytetu służby zdrowia jest także drastyczne zmniejszenie się liczby szkół pielęgniarskich. Młodzież żeńska woli wybierać bezpieczniejsze i lepiej płatne zawody. Trudno się dziwić, skoro praca pielęgniarki w opinii społecznej przestaje być szanowanym powołaniem. Wbrew jednak powszechnie powtarzanym sądom młodzi ludzie wybierają uczelnie medyczne i szkoły pielęgniarskie, pragnąc realizować swoje powołanie. Trzeba im w tym pomóc. Nikt nie przychodzi na świat jako idealny człowiek, tym bardziej doskonały lekarz czy pielęgniarka. Wymaga to czasu i cierpliwego zdobywania doświadczenia. A dzisiaj wszystkim nam brakuje cierpliwości, dlatego tak bardzo pragniemy ją znaleźć u innych. Realizacja tak trudnej służby w czasach rozbudzonych nadziei terapeutycznych jest niezwykle trudna. Stąd też wielu nie wytrzymuje próby i porzuca swój zawód. Natomiast innym zagraża zespół wypalenia zawodowego. Lekarstwem na to jest nie tylko sprawiedliwe wynagrodzenie, ale przede wszystkim wspólne odbudowywanie zaufania do lekarza i pielęgniarki. Jest to zapewne jedna z form duchowego wynagrodzenia, o którym tak często dyskutuje się wewnątrz wspólnot kościelnych. O taką postawę dobrego imienia i właściwego zrozumienia etosu pracownika służby zdrowia od lat zabiega Ojciec Święty Jan Paweł II. Stąd też w czasie jednego ze spotkań przypomina im: "Nie stoicie osamotnieni wobec wielkiego zadania (…) służby człowiekowi. Cała ludzka rodzina jest z wami; Kościół na całym świecie patrzy na was z szacunkiem. Zapewniam was o szczególnej pamięci w modlitwie i powierzam waszą szlachetną pracę wstawiennictwu Matki Chrystusa, "Salus Infirmorum" – Uzdrowienia Chorych. Prosząc dla was o łaskę i pokój Jej Syna, który uzdrawiał chorych i wskrzeszał umarłych, zawierzam was i waszych bliskich miłości i opiece Wszechmogącego Boga" (Przemówienie do uczestników Kongresu Międzynarodowego Towarzystwa Onkologii Ginekologicznej, Rzym 30.09.1999).
Ks. Lucjan Szczepaniak SCJ |