|

W NUMERZE:
|
MARIA MAGDALENA
Pewnej nocy odwiedziła mnie piękna kobieta.
Usiadła na brzegu łóżka i zaczęła opowieść.
Mówiła spokojnie o mężczyznach swego życia,
o pragnieniu miłości i o niespełnieniu.
Opowiadała o wielu latach tęsknoty i prozie życia.
O pogardliwych spojrzeniach kobiet, które miały mężów, dzieci, majątek,
ale nie miały odwagi, żeby marzyć o szczęściu
i szukać go za wszelką cenę.
O wyzwiskach wykrzykiwanych na ulicy przez gromadę dzieciaków.
O zazdrosnych i nienawistnych komentarzach zza firanek:
Popatrz, to ta bezbożnica, widzisz, jak się stroi, maluje, tfu!
Jak ona śmie wychodzić na ulicę? Szatański pomiot!
I te ukradkowe spojrzenia mężczyzn,
oceniających tylko jej piękne ciało i pełne wdzięku ruchy.
Mówiła o wygodnym, pięknym domu,
w którym nigdy nie zabrzmiał śmiech dziecka i tupot maleńkich nóżek.
Opowiadała o znużeniu i bólu, o nadziei, która powoli umierała,
odchodziła z kolejnymi kochankami, mężczyznami na chwilę,
którzy obiecywali szczęście, a nie umieli dać nic oprócz pustych słów.
Siedziała obok mnie z delikatnym uśmiechem i mówiła cicho:
Widzisz, tak żyłam, bo nie umiałam inaczej. Szukałam szczęścia,
a ono mnie omijało. Traciłam już nadzieję,
nie sądziłam, że kiedykolwiek poznam smak miłości.
Wtedy Go spotkałam.
Od razu wiedziałam, że to On.
Nikt nie ma takich oczu, takiego głosu, takich dłoni.
Jego oczy są czyste jak kryształ.
Głos łagodny jak podmuch wiatru.
Dłonie delikatne jak wełna jagnięcia.
Gdy spojrzysz w Jego oczy – zawładną twoim sercem.
Usłyszysz Jego głos – będzie cię wciąż przyzywał.
Dotknie cię swoją dłonią – nie przestaniesz już tęsknić.
Gdy Go zabraknie – twojego bólu nikt nie ukoi.
Zapłaczesz jak ja, gdy nie znalazłam Go w grobie.
Zabrano Pana i nie wiem, gdzie Go położono!
Zabrano moje Życie, moją Miłość, moje Spełnienie!
Panie, gdzie jesteś?
Mario!
Rabbuni!
TOMASZ
Nie było go z Apostołami,
gdy przyszedł Jezus.
Mówili: Tomaszu, widzieliśmy Go,
łamał z nami chleb, mogliśmy Go dotknąć.
Jak możesz wątpić? Nie wierzysz nam?
Czy mógł im uwierzyć? Nie wiem.
Wiem, że oni nie uwierzyli Marii Magdalenie, która widziała
Zmartwychwstałego.
Wiem, że nie uwierzyli uczniom
wracającym z Emaus.
Wiem, że nieraz trudno uwierzyć słowom.
Zwłaszcza gdy doświadczyło się słabości:
swojej i cudzej.
Gdy słowa, którym zawierzyliśmy,
okazały się kłamstwem.
Gdy sami rzuciliśmy słowo na wiatr.
Czy Apostołowie byli dla Tomasza wiarygodni? Czy zawsze mówili tylko
prawdę?
Czy nigdy się na nich nie zawiódł?
Łatwiej uwierzyć w to, czego możemy dotknąć,
uchwycić w dłonie, zobaczyć.
Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.
Uwierzyli Słowu – Słowu, które wyrzekł Jezus.
Często tak trudno uwierzyć słowom
wypowiedzianym przez człowieka.
Przez świadka.
Przez tego, który mówi, że widział.
Czy na pewno widział?
Jakiemu świadkowi potrafię uwierzyć?
Czy znam prawdziwych świadków?
Jakim ja jestem świadkiem? Czy wiarygodnym?
Czy można zaufać mojemu słowu?
Czy szanuję słowo? Czy go nie nadużywam?
Ile waży moje słowo?
Czy Tomasz mógłby mi uwierzyć?
Tomaszu, patronie mojej roztropności,
pomagaj mi odróżniać prawdziwych świadków od tych,
którzy tylko mówią, że widzieli.
Jadwiga Bester
(Tarnów)
|