![]() |
|
|
| Strona Główna | numer aktualny | archiwum | indeksy | księgarnia | prenumerata | redakcja | |
|
|
W NUMERZE: |
GRZECHU NIE MOŻNA WYZNAĆ KOMUKOLWIEK
Znane są bardzo wstrząsające świadectwa ludzi, którzy popełnili jakieś ciężkie grzechy, tak ciężkie, że ich samych one potem przerażały. Szukając światła, wyjścia z upadku, poszukiwali przede wszystkim kogoś, komu mogliby o tym powiedzieć. Często zdarza się, że dopiero w chwili ostrego, niekiedy beznadziejnego kryzysu zdrowia, proszą o kapłana. Gdyby tak wszystkie ściany naszych polskich szpitali mogły mówić, z pewnością opowiedziałyby historię rzeszy ludzi, którzy dopiero w ostatnich chwilach życia, często przez usilną prośbę najbliższych, zdecydowali się na sakrament pojednania z Bogiem. Można postawić pytanie, czy nie da się spowiadać inaczej. To zadziwiające, że Chrystus jest tak pokorny, iż słucha spowiedzi jednego grzesznika przez innego grzesznika, którym jest kapłan. Spowiedź jest sakramentem, ale jednocześnie aktem społecznym, dotyka bowiem w tajemniczy sposób wszystkich wiernych, całego Kościoła. Świat jest wręcz zafascynowany tym wielkim wydarzeniem, jakim jest moje pojednanie z Bogiem. Nie dokonuje się ono jednak mocą mojego wyznania. To Bóg przywraca mnie samemu sobie, czyniąc na powrót swoim dzieckiem. Moje wyznanie, którego się często panicznie lękam, umożliwia Ojcu okrzyk: „Oto ten syn mój był umarły, a ożył”. Wołanie Ojca rozlega się najgłośniej w Tajemnicy Paschalnej: Chrystus umiera za grzesznika i zmartwychwstaje dla jego zbawienia. Ten właśnie Chrystus jest obecny podczas spowiedzi, a gwarancją tej obecności jest Jego uczeń i przedstawiciel – kapłan – grzesznik nie mniej grzeszny niż wszyscy ludzie na świecie. Ksiądz reprezentuje Kościół, a grzesznik, wyznając grzechy, powierza siebie wspólnocie Kościoła. Powiedzenie: „Tak, jestem grzesznikiem, zrobiłem wiele złych rzeczy” jest właśnie powierzeniem siebie. W ten sposób odkrywamy, że sąd, pod który się poddajemy, jest rzuceniem się w ręce miłosiernego Boga, który nie tylko przyjmuje moje grzechy, ale i mnie samego. Drodzy Chorzy! Nie zwlekajmy z tym pokornym aktem spowiedzi, z wyznaniem naszych grzechów. Bóg ma moc uczynić mnie na powrót synem. Taki jest skutek wyznania naszych win. Nie tak dawno z głębokim wzruszeniem przeczytałem w katolickim miesięczniku ciekawy artykuł pt. Patrzę na Ciebie, mój Jezu połamany. Jego autor wspomina, że dawniej prowadził szalone, grzeszne życie, bez modlitwy i sakramentów. Mimo to długi czas niepokoił go ukrzyżowany Chrystus, stojący przed willą jednego z pensjonatów w Krynicy. Kiedyś, nie mogąc dać sobie rady z tą pokusą, przeskoczył przez płot i oderwał z krzyża rzeźbę Jezusa. Pragnął Go mieć na własność, jednak nie wiedział dlaczego. Następnie związał drutem Jego odłamane stopy, a w otwory ramion włożył odłamane ręce. Powiesił Go na ścianie swojej pracowni. Po dziesięciu latach spowiadał się z całego życia w Medjugorie. Dopiero tam wyznał, że ukradł rzeźbę Pana Jezusa. Zapytał ojca misjonarza, jak ma zadośćuczynić za ten grzech. „Wyrzeźbisz wielu innych Chrystusów” – odpowiedział spowiednik. Tak też się stało i trwa to do dziś. W 2000 roku ustawił ponad pięciometrowy krzyż w Jadłówce, w której mieszka. Jest spokojny, bo wierzy, że Chrystus mu ten grzech wybaczył.
Zenon Zaremba |