![]() |
|
|
| Strona Główna | numer aktualny | archiwum | indeksy | prenumerata | redakcja | |
|
|
W NUMERZE:
|
CICHA MIŁOŚĆ Siostra jest… S. Margherita: – nazaretanką, siostrą zakonną ze Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu. Od 12 lat pracuję w jednej z krakowskich klinik chirurgii ogólnej, na Oddziale Intensywnej Terapii. Podczas pracy ukończyłam kursy kwalifikacyjne z anestezjologii, reanimacji i intensywnej terapii, a aktualnie jestem na III roku studiów zaocznych, na Wydziale Pedagogiki Społecznej i Terapii Pedagogicznej WSP w Częstochowie. – Jak to się stało, że Siostra podjęła pracę wśród chorych? – Bardzo lubię swój zawód i zawsze chciałam pracować jako pielęgniarka. Przed wstąpieniem do Zgromadzenia ukończyłam Liceum Medyczne Pielęgniarstwa. W nowicjacie przez krótki czas pracowałam w naszym Domu Opieki Społecznej we Wrocławiu, gdzie bardzo dobrze czułam się wśród chorych. Po pierwszych ślubach pragnęłam podjąć pracę w swoim zawodzie. Bardzo chciałam, by był to szpital. Dowiedziałam się, że siostry zakonne zaczynają wracać do szpitali, dlatego zapytałam Siostrę Prowincjalną o możliwość podjęcia pracy w szpitalu. Zasugerowała mi, że może kiedyś moje pragnienie się spełni, jednak muszę poczekać. Oddałam tę decyzję Panu Bogu i modliłam się, by spełniła się Jego wola. Po złożeniu pierwszych ślubów dowiedziałam się, że jadę na placówkę do Krakowa, gdzie mam podjąć pracę w szpitalu. Moja radość była ogromna. Do dzisiaj dziękuję za to Bogu. Od tamtej chwili minęło 12 lat i cieszę się, że jako siostra nazaretanka nie tylko modlitwą, ale i konkretną pracą mogę nieść pomoc rodzinom, które borykają się z wieloma problemami, a nade wszystko cierpieniem, tym cielesnym i duchowym. – Na czym polega specyfika pracy Siostry? – Moja praca na Oddziale Intensywnej Terapii jest rzeczywiście specyficzna. Na oddział trafiają ludzie nieprzytomni, po wypadkach, trudnych zabiegach operacyjnych, gdzie muszą być obserwowani cały czas. Przy takiej pracy trzeba mieć odporną psychikę ze względu na wyjątkowe sytuacje: reanimacje, nagłe pogorszenie stanu chorego, wymagające błyskawicznej i właściwej interwencji, a także dlatego, że na takich oddziałach jest wysoka umieralność. Pracuję na oddziale po 12 godzin, na dwie zmiany: dyżury dzienne i nocne. Jest czasem ciężko, ale świadomość pomocy drugiemu człowiekowi, doprowadzenie przed śmiercią do Boga, przez dopilnowanie udzielenia sakramentu chorych czy spowiedzi, pozwala przemóc zmęczenie i dodaje sił do pracy. – Jak chorzy akceptują obecność Siostry w szpitalu? – Choroba i cierpienie zawsze należały do najpoważniejszych problemów poddających próbie ludzkie życie. Człowiek chory doświadcza swojej słabości i ograniczeń. Spotkanie z cierpieniem, zwłaszcza długotrwałym, jak u mnie na oddziale, dotyka niejako wszystkich wymiarów ludzkiej egzystencji i stanowi wyzwanie nie tylko dla człowieka naznaczonego cierpieniem, ale i dla jego najbliższego otoczenia. Dlatego często spotykam się z życzliwością ze strony chorych i ich rodzin. Ci, którzy mogą rozmawiać, proszą o modlitwę, czują się przy mnie bezpieczni. Rodziny chorych często rozmawiają ze mną, prosząc o wsparcie duchowe, ale też i opiekę. Cieszy mnie, że ludzie podchodzą do mnie z zaufaniem. – Dlaczego pracuje Siostra w szpitalu, jest przecież wiele łatwiejszych zajęć? – Jak wcześniej powiedziałam, jestem siostrą nazaretanką. Naszym charyzmatem jest niesienie pomocy rodzinom przez modlitwę, ale też i konkretną pracę. Z Nazaretu wyszła Miłość na cały świat i ja tę Miłość Jezusa chcę rozszerzać. Znakiem prawdziwej miłości Boga jest miłość bliźniego, która powinna swym zasięgiem obejmować wszystkich ludzi, a w szczególny sposób ludzi chorych, których kocham. Wiem, że w to, co robię, oddaję swoje serce, a nie tylko siły. Jest rzeczywiście wiele łatwiejszych prac, które mogłabym wykonywać, ale bezpośrednie, namacalne spotkanie z Chrystusem cierpiącym otwiera mi drogę do poszukiwania prawdziwej wartości życia, sensu cierpienia i przygotowania się do spotkania z Nim kiedyś w wieczności. – Co jest dla Siostry największym problemem? – Problemem dla mnie jest własna bezradność, gdy ludzie nie potrafią przyjąć cierpienia i pytają, dlaczego oni, dlaczego muszą umrzeć. Chorzy i ich rodziny różnie reagują na cierpienie, nie zawsze potrafią się z tym faktem pogodzić. Tak jest często u ludzi młodych, nieuleczalnie chorych oraz u rodzin, w których miała miejsce nagła śmierć (np. po wypadku). Doświadczam wtedy wiele negatywnych reakcji i słów z ich strony. Ludzie wierzący bardziej potrafią opanować swoje emocje i przyjąć cierpienie w duchu wiary. W takich przypadkach pozostaje moja cicha modlitwa, bo same słowa pocieszenia nie pomogą w przeżywaniu ich bólu. Są też radości. Szczególną radością dla mnie jest powrót pacjentów do zdrowia. Jednak na moim oddziale nie zawsze się tak dzieje. Cieszę się, gdy zdążę przed śmiercią doprowadzić ich do pojednania z Bogiem. Radością jest dla mnie także każdy uśmiech. – Skąd czerpie Siostra siły do pracy? – Każda modlitwa, nie tylko w kaplicy, ale i ta w czasie drogi do pracy, jest dla mnie źródłem sił i mocy. Przyjmowanie Najświętszego Ciała Pana podczas codziennej Eucharystii jest umocnieniem dla mojego ciała i duszy. Jego Błogosławieństwo towarzyszy mi w ciągu dnia i nocy, w zmęczeniu, trudzie, ale i radości. Nie jestem sama, bo jest Jezus, który idzie ze mną na dyżur.
Rozmawiał kl. Bartłomiej Król |