|  Strona Główna  | numer aktualny  | archiwum  |  indeksy  | prenumerata  |  redakcja  |

W NUMERZE:


DEPRESJA I CO DALEJ?

Choroba czaiła się jak zwierz. Tkwiła gdzieś w podświadomości i przygotowywała się do ataku. Stan organizmu stopniowo, ale stale się pogarszał. Następowały kłopoty ze snem. Budziłem się o różnych porach nocy, nie mogąc zmrużyć oka. Odbijało się to na funkcjonowaniu w ciągu dnia. Leki przestawały działać. Atak choroby nastąpił 21 grudnia 2001 roku. Jechałem na kontrolę lekarską do Wojewódzkiej Poradni Zdrowia Psychicznego na konsultację oraz po recepty, ponieważ kończyły się leki. W ostatnich dniach byłem w ciągłym napięciu, które nie ustępowało. Dopiero po wieczornej dawce leków przychodziła krótkotrwała ulga. Życie ostatnich dwóch miesięcy było koszmarem. Nastąpił brak zainteresowania wszystkim, co dotychczas było dla mnie ważne. Sny były koszmarne. Pojawiły się lęki, z którymi bardzo trudno jest sobie poradzić. Przychodziły nawet samobójcze myśli. Będąc u lekarza, zdecydowałem, że dłużej nie będę czekać. Poprosiłem o skierowanie na leczenie szpitalne. Cały wewnętrzny dramat polegał na tym, że nie powiadomiłem rodziny, nie uczynił tego też szpital. Żona i synowie nie wiedzieli, co się ze mną dzieje. Dopiero o godz. 19.00 zadzwoniłem do domu. Podejmując decyzję o pójściu do szpitala, nie myślałem o rodzinie. Działałem instynktownie. To był błąd. Drugim wielkim błędem i przykrością, którą wyrządziłem rodzinie, był fakt, że nie przyjechałem na Wigilię i święta. Rodzina czekała, by mnie przywieźć, lecz ją zawiodłem.

Depresja to straszna choroba. Około 30 na 100 chorych próbuje popełnić samobójstwo, z czego 15 osobom udaje się skutecznie targnąć na własne życie. Nie wytrzymują lęków. Przychodzi beznadzieja i bezsens wszystkiego. Życie traci swą wartość. Człowiek tylko leży, nie mogąc zmusić się do czegokolwiek, choćby najprostszej czynności. W swej chorobie i ja zawiodłem najbliższych, czyniąc im krzywdę. Do końca jednak nie straciłem nadziei. Ostatkiem sił modliłem się do Maryi. Wpatrzony w krzyżyk oraz szkaplerz wiedziałem, że Bóg i Maryja mnie nie opuszczą. Mój obecny stan to kolejny upadek na mojej drodze krzyżowej. Gdy dojdę na Golgotę, Jezus będzie trzymał mnie mocno za rękę i choć upadnę, nie pozwoli, by stała mi się krzywda. Podniesie mnie. A potem będzie już tylko droga z powrotem, do życia. Wiem, że Bóg da mi taki czas. Bóg nie zostawia swojego stworzenia samego. Cierpienie jest po to, by człowieka uszlachetnić, coś powiedzieć, by zastanowił się nad sobą. Czasem może być też potrzebne komuś innemu.

Choć depresja to ciężka choroba, wiem, że z Panem przejdę ją zwycięsko. Bóg da mi siłę i moc do walki. Po burzy zawsze świeci słońce. W ciemnym tunelu po jakimś czasie zobaczyć można iskierkę nadziei. Kiedyś zobaczę ją i ja. "A nadzieja zginąć nie może" – śpiewa Edyta Geppert. Niech ta nadzieja zabłyśnie dla wszystkich, którzy borykają się z chorobą.

Depresja jest chorobą, która może powracać. Za każdym razem będzie jednak inną, słabszą lub silniejszą dolegliwością. Depresja to zarówno choroba duszy, jak i ciała. Szczególnie ważny jest duch, do którego ma dostęp zło, najczęściej w postaci lęków. Trzeba więc mocno trwać w takich chwilach przy Panu, a zapewniam, że włos z głowy nie spadnie. Na straży przed złym będzie stał Anioł Stróż, który odpędzi nieprzyjaciela. Bóg nie pozwoli, by jego dziecku stała się krzywda.

Zdzisław Dywicki
(Bydgoszcz)