![]() |
|
|
| Strona Główna | numer aktualny | archiwum | indeksy | prenumerata | redakcja | |
|
|
W NUMERZE:
DRODZY CZYTELNICY!
EWANGELIA
CIERPIENIA
MARZENIA MARCINA WSPÓŁPRACOWNIK "WSTAŃ" LAUREATEM KONKURSU LITERACKIEGO
DROGA KRZYŻOWA
OCZY CHORYCH
WYGLĄDAJĄ NADZIEI
PRZEMIENIONE CIERPIENIE
OTWARTE
SERCE
DZIELMY SIĘ SOBĄ JAK CHLEBEM
DUCHOWI MISJONARZE
UMIEĆ
POGODZIĆ SIĘ Z LOSEM |
PRZEMIENIONE CIERPIENIE W Polsce każdego roku ponad tysiąc rodzin wymaga pomocy z powodu depresji po utracie dziecka. Wsparcia może udzielić im tylko ten, kto jest zdolny do modlitwy i refleksji nad własnym przemijaniem. Wszelkie próby pomocy ze strony osób, które mają poczucie winy i boją się swojej śmierci, są nieskuteczne, a nawet szkodliwe. A przecież ma to być spotkanie zranionego z tym, kto wie, gdzie szukać lekarstwa i jak zakładać "duchowe opatrunki". Pomagający osieroconym jest wiarygodny wówczas, jeśli sam przeżył życiowy dramat i go przezwyciężył. W ten sposób naśladuje Chrystusa, który wszedł w historię ludzkości jako prawdziwy Człowiek (DV, 60). Naśladuje również Maryję, która doświadczyła śmierci Syna i nie poddała się zwątpieniu (RMat, 30). Tylko taki człowiek może przekonać o nadziei, silniejszej od mrocznego doświadczenia śmierci. Człowiek jest bezsilny wobec ogromu bólu osieroconych rodziców. Przeżycia, których oni doświadczają, są niewyobrażalne. Dla ich opisu nie można znaleźć jakiejkolwiek skali porównawczej. Toteż śmierć dziecka trzeba uważać za jedne z najcięższych doznań wpisanych w los człowieka. Do tego dramatu najczęściej nie można się przygotować tak, jak do innych życiowych wydarzeń. Wrażenia związane ze śmiercią dziecka bywają tak okrutne, że ich wpływ jest widoczny na wszystkich płaszczyznach życia osieroconej rodziny. W najgorszej sytuacji są ci, którzy utracili jedyne dziecko i nie mogą już posiadać drugiego. Żałoba jest dla nich nie tylko odejściem najukochańszej osoby, ale przede wszystkim utratą sensu życia, kryzysem wszelkich wartości, a często nawet rozpaczą. Boga postrzegają jako Tego, który nie dał ich dziecku szansy na przeżycie. Ich zdaniem, to On wykonał na nim "egzekucję", a ich pozostawił samotnych w szaleństwie bólu… Dlatego zadają pytanie: "Jak to możliwe, że On nazywa siebie Ojcem, a w rzeczywistości jest mściwy, bo zabiera rodzicom niewinne dzieci?". Stan ten jest trudny do zrozumienia dla tych, którzy "syci" spełnionego życia kiwają ze współczuciem głowami nad ich dolą. Próbę odpowiedzi podejmuje papież Jan Paweł II, wyjaśniając, że choć człowiek jest bezsilny wobec zjawiska śmierci i przez nią traci pewność wartości, które do tej pory miały dla niego znaczenie, to w tej dramatycznej sytuacji źródłem jego siły może stać się chrześcijańska wiara (Watykan, Sympozjum poświęcone opiece nad umierającymi, "Nikt nie jest w stanie pocieszyć załamanej matki", pisze jedna z nich. Ona nie chce być sama, dlatego prosi Boga, aby pozwolił jej nadal kochać dziecko. Liczy na znak z nieba, że jest mu dobrze. Doświadcza poczucia winy i agresji wobec Boga, ale jednocześnie pyta o to, jak wykrzyczeć swój żal. Jak Boga dosięgnąć w Niebie, które stało się dla niej "betonowym stropem?".
Ja nie chcę być sama, Kiedy kończy się dialog z Bogiem, najczęściej człowieka "odwiedza" rozpacz. Jan Paweł II wyjaśnia, że poza wiarą ból zawsze stanowi nieodgadnioną tajemnicę (Watykan, Katecheza, 27 IV 1994, 1). Pragnienie śmierci jest wówczas często jedynym ukojeniem cierpienia. Dlatego jedna z matek skarży się: "Bóg jakby wziął pod uwagę, że nie chcę już żyć, ale nie do końca. Widocznie to nie to miejsce i nie ten czas… Moje życie, mówiąc banalnie, straciło już sens. Chodzi o to, że tak naprawdę na niczym mi już nie zależy: na pracy, mężu, innych ludziach, domu… Wszystko to może sobie być, ale może też przestać istnieć i nie będzie z tego powodu wiele zachodu…". Okazując szacunek i współczucie osieroconym, należy im przypomnieć, że świat nigdy nie chciał być ukrzyżowany. Człowiek zawsze próbował uciec przed krzyżem. "Walka między «światem» a krzyżem toczy się od zawsze, jest to walka z krzyżem zbawienia (Alwernia, Homilia w sanktuarium franciszkańskim, 17 IX 1993, 9). "A przecież, jeśli osierocony człowiek nie odrzuca krzyża, ten jest tak wiele wart. Nie powinien on jednak zazdrościć tym, którzy zabiegając o sukces, otoczeni są podziwem i zawiścią świata (Budapeszt, Spotkanie z chorymi, 20 VIII 1991, 5). "Pan Bóg nie jest sprawiedliwy, a jeżeli jest, to ja tej sprawiedliwości po ludzku nie pojmuję", skarży się matka. "A już na pewno nie jest dobry. Ja to ja, jestem dorosła i wiele rzeczy mogę sobie wytłumaczyć, ale co z moim dzieckiem, które od pierwszej minuty życia znało tylko strach i ból? A do tego strach najbliższych o to, co będzie jutro, pojutrze, za tydzień? W nagrodę poszło do nieba, ale jego cierpienie wystarczyłoby na kilka nieb do kwadratu, więc może było można porozdzielać to jakoś subtelniej?" Nie ma prostych odpowiedzi, które spełniają kryteria skutecznego lekarstwa. O wiele lżej jest tym spośród osieroconych rodziców, którzy umieją w swoim cierpieniu dostrzec współczującego im Boga (Ap 3,19). Bywa i tak, że to smutne wydarzenie jest jedynym sposobem nawiązania z nimi przyjaźni (Hbr 2,10). Trzeba ogromnego duchowego wysiłku, aby przemienić ból utraty w miłość (DV, 40). Jest to prawdziwa wewnętrzna walka o ocalenie w sobie nadziei i wiary. W czasie jej trwania Bóg nie opuszcza człowieka, nawet przez chwilę. Ks. Lucjan Szczepaniak SCJ
|