![]() |
|
|
| Strona Główna | numer aktualny | archiwum | indeksy | prenumerata | redakcja | |
|
|
W NUMERZE:
DRODZY CZYTELNICY!
EWANGELIA
CIERPIENIA
MARZENIA MARCINA WSPÓŁPRACOWNIK "WSTAŃ" LAUREATEM KONKURSU LITERACKIEGO
DROGA KRZYŻOWA
OCZY CHORYCH
WYGLĄDAJĄ NADZIEI
PRZEMIENIONE CIERPIENIE
OTWARTE
SERCE
DZIELMY SIĘ SOBĄ JAK CHLEBEM
DUCHOWI MISJONARZE
UMIEĆ
POGODZIĆ SIĘ Z LOSEM |
OCZY CHORYCH WYGLĄDAJĄ NADZIEI Z listu do przyjaciela...
"Zapytałeś mnie o służbę drugiemu człowiekowi, o to, jak to jest być
pielęgniarką? Nie umiałam Ci odpowiedzieć. Może ten list przybliży
świat, w którym jestem od kilkunastu lat. A ile uśmiechu z porannego przekomarzania, że na męskich salach nikt nie jest ogolony i niedługo ich nie rozpoznam. Po takich rozmowach kolejny dzień rozpoczyna się wyczekiwaniem, czy zauważę zmianę w wyglądzie i potwierdzę słowami uznania. Po przywitaniu są błyski radości w naszych oczach. Jeszcze chwila na opowieści z poprzedniego dnia: wnuczka przyniosła laurkę i bardzo tęskni za dziadkiem; córka była tylko chwilkę po pracy, ale w sobotę przyjdzie cała rodzina; mam tak dobrą sąsiadkę, bo choć sama chora, przyszła w odwiedziny i dba w domu o kwiaty; syn obiecał, że przyjdzie po południu... Jest nadzieja i oczekiwanie, poczucie bycia kochanym i potrzebnym. Jednak są również osoby samotne. Nie spoglądają w stronę wejścia, ponieważ nikogo się nie spodziewają. Często mają pretensje o wszystko: zupa była niesmaczna, bolał zastrzyk, kroplówka źle kapie... Jednak gdy te wszystkie uwagi przyjmie się ze zrozumieniem i otwartością, można usłyszeć: Siostra to nigdy się nie denerwuje. Następnego dnia, stając w drzwiach, widzę skierowany na mnie wzrok, wyrażający oczekiwanie, które stopniowo zmienia się w ciągu następnych dni w uśmiech. Jestem wdzięczna chorym, że obdarzają mnie zaufaniem, pytają o radę, dzielą się swoim niepokojem czy osiągnięciami. Widząc ich wytrwałość w cierpieniu i walkę o zdrowie, uczę się pokory. Wiem, że są momenty, do których jeszcze nie dorosłam. Nikt mnie nie przygotował do towarzyszenia w umieraniu. Żałuję, że na stawiane pytania «Czy to już?», nie umiałam odpowiedzieć prosto i szczerze. Takie niedomówienia są również pomiędzy chorym i rodziną. Jedna osoba przed drugą nie chce się przyznać, że wie, że czuje, iż zbliża się czas odejścia do Pana. Tkwi we mnie bunt, że chorzy odchodzą samotnie, z dala od najbliższych, że nie ma ich kto trzymać za rękę w tych ostatnich chwilach. Nie wiem, czy przybliżyłam Ci cząstkę mojego świata. Ten list to tylko mała kropelka codzienności. Tak dużo w niej osób, tak różne sytuacje i refleksja, że można było zrobić więcej i lepiej. Gdy brakuje sił, kieruję wzrok w stronę krzyża, by tam oddać to wszystko, co przygniata. Proszę o pomoc słowami Matki Teresy: «Panie... spraw, abym dziś i każdego dnia widziała Ciebie w osobach chorych i abym pielęgnując ich, posługiwała Tobie»". Jadwiga Lasota
|