![]() |
|
|
| Strona Główna | numer aktualny | archiwum | indeksy | prenumerata | redakcja | |
|
|
W NUMERZE:
DRODZY CZYTELNICY!
EWANGELIA
CIERPIENIA
MARZENIA MARCINA WSPÓŁPRACOWNIK "WSTAŃ" LAUREATEM KONKURSU LITERACKIEGO
DROGA KRZYŻOWA
OCZY CHORYCH
WYGLĄDAJĄ NADZIEI
PRZEMIENIONE CIERPIENIE
OTWARTE
SERCE
DZIELMY SIĘ SOBĄ JAK CHLEBEM
DUCHOWI MISJONARZE
UMIEĆ
POGODZIĆ SIĘ Z LOSEM |
EWANGELIA CIERPIENIA "SALVIFICI DOLORIS" List apostolski o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia Świadkowie Krzyża i Zmartwychwstania Chrystusa pozostawili Kościołowi i ludzkości swoistą ewangelię cierpienia. Napisał ją sam Odkupiciel swoim własnym cierpieniem podjętym z miłości, aby "człowiek nie zginął, ale miał życie wieczne". Każdemu człowiekowi w jego osobistym cierpieniu otuchy dodaje przede wszystkim ewangeliczna i historyczna prawda, że przy boku Chrystusa pierwsze i uprzywilejowane miejsce zajmuje Jego Najświętsza Matka, która całym życiem złożyła godne naśladowania świadectwo tej szczególnej ewangelii cierpienia. Już od chwili Zwiastowania dostrzega Ona w swoim macierzyńskim powołaniu "przeznaczenie", aby uczestniczyć w sposób jedyny i niepowtarzalny w posłannictwie swego Syna. Znajduje to potwierdzenie w okolicznościach towarzyszących narodzeniu Jezusa i w słowach przepowiedni starca Symeona, że ostry miecz przeniknie Jej duszę. Dalszym potwierdzeniem były bolesne przeżycia lęku i trud pospiesznej ucieczki do Egiptu. Wreszcie, po wszystkich wydarzeniach ukrytego i publicznego życia Syna, w których uczestniczyła z całą wrażliwością swego serca – właśnie na Kalwarii cierpienie Matki u boku cierpiącego Jezusa osiągnęło stopień przekraczający wszelką ludzką wyobraźnię. Owo trwanie u stóp krzyża świadczyło o Jej szczególnym udziale w odkupieńczej śmierci Syna. Chrystus nie ukrywał wobec swoich słuchaczy potrzeby cierpienia. Bardzo wyraźnie mówił o tym, że kto chce iść za Nim, musi wziąć krzyż na każdy dzień, a uczniom swoim stawiał wymagania natury moralnej, których spełnienie jest możliwe tylko pod warunkiem "zaparcia samego siebie". (...) Ewangelia cierpienia mówi naprzód w wielu miejscach o cierpieniu "dla Chrystusa", "z powodu Chrystusa". Mistrz nie tai wobec swoich uczniów i naśladowców perspektywy takiego cierpienia. Jest ono jakby szczególnym sprawdzianem podobieństwa do Niego oraz jedności z Nim. Chrystus zwyciężył świat ostatecznie swoim Zmartwychwstaniem, jednakże poprzez związek Zmartwychwstania z męką i śmiercią – zwyciężał ten świat równocześnie swoim cierpieniem. Ewangelię cierpienia piszą również ci, którzy cierpią wraz z Chrystusem, jednocząc swoje ludzkie cierpienie z Jego cierpieniem odkupieńczym. Człowiek w cierpieniu staje się całkowicie "nowym sobą". Znajduje jakby nową miarę całego swojego życia i powołania. Odkrycie to jest szczególnym potwierdzeniem wielkości duchowej, która w człowieku całkiem niewspółmiernie przerasta ciało. Wówczas, gdy to ciało jest głęboko chore, całkowicie niesprawne, a człowiek jakby niezdolny do życia i do działania – owa wewnętrzna dojrzałość i wielkość duchowa tym bardziej jeszcze się uwydatnia, stanowiąc przejmującą lekcję dla ludzi zdrowych. (...) Nie zawsze jednak przebiega to jednakowo. Często z trudnością się rozpoczyna i zawiązuje. Już sam punkt wyjścia bywa różnorodny: człowiek w swoje cierpienie wnosi różne usposobienie. Można jednakże przyjąć, że prawie każdy wkracza w cierpienie z typowo ludzkim sprzeciwem oraz z pytaniem "dlaczego". Pyta o sens cierpienia i szuka na to pytanie odpowiedzi na swoim ludzkim poziomie. Niejednokrotnie zapewne stawia to pytanie również Bogu – i wobec Chrystusa. Nie może przy tym nie dostrzegać, że Ten, wobec kogo stawia swe pytanie, sam cierpi – a więc, że chce mu odpowiadać z Krzyża, ze środka swego własnego cierpienia. Trzeba jednakże nieraz czasu, nawet długiego, ażeby ta odpowiedź zaczęła być wewnętrznie słyszalna. Chrystus bowiem na ludzkie pytanie o sens cierpienia nie odpowiada wprost i nie odpowiada w oderwaniu. Człowiek słyszy Jego zbawczą odpowiedź, w miarę jak sam staje się uczestnikiem cierpień Chrystusa. Odpowiedź, która przychodzi przez takie uczestnictwo na drodze wewnętrznego spotkania z Mistrzem, jest z kolei czymś więcej niż tylko oderwaną odpowiedzią na pytanie o sens cierpienia. Jest to bowiem nade wszystko wezwanie, powołanie. W miarę jak człowiek bierze swój krzyż, łącząc się duchowo z Krzyżem Chrystusa, odsłania się przed nim zbawczy sens cierpienia. Człowiek nie odnajduje tego sensu na swoim ludzkim poziomie, ale na poziomie cierpienia Chrystusa. Równocześnie jednak z tego Chrystusowego poziomu ów zbawczy sens cierpienia zstępuje na poziom człowieka i staje się poniekąd wyrazem jego własnej odpowiedzi. Wówczas człowiek odnajduje też w swoim cierpieniu pokój wewnętrzny, a nawet duchową radość. O takiej właśnie radości mówi Apostoł w Liście do Kolosan: "raduję się w cierpieniach za was". Źródłem radości staje się przezwyciężenie poczucia nieużyteczności cierpienia – poczucia, które bywa bardzo mocno zakorzenione w ludzkim cierpieniu. Odkrycie zbawczego sensu cierpienia w zjednoczeniu z Chrystusem przeobraża to przygnębiające poczucie. Wiara w uczestnictwo w cierpieniach Chrystusa niesie w sobie tę wewnętrzną pewność, że człowiek cierpiący "dopełnia braki udręk Chrystusa", że w duchowym wymiarze dzieła Odkupienia służy, podobnie jak Chrystus, zbawieniu swoich braci i sióstr. (...) Dlatego Kościół upatruje we wszystkich cierpiących braciach i siostrach Chrystusa jakby wieloraki podmiot swojej nadprzyrodzonej siły. Jakże często do nich właśnie odwołują się pasterze Kościoła, u nich właśnie szukają pomocy i oparcia! Ewangelia cierpienia pisze się nieustannie – i nieustannie przemawia słowem tego przedziwnego paradoksu: źródła mocy Bożej biją właśnie ze środka ludzkiej słabości. Uczestnicy cierpień Chrystusa przechowują w swoich własnych cierpieniach najbardziej szczególną cząstkę nieskończonego skarbu Odkupienia świata i tym skarbem mogą się dzielić z innymi. Im bardziej człowiek jest zagrożony grzechem, im cięższe struktury grzechu dźwiga w sobie współczesny świat, tym większą wymowę posiada w sobie ludzkie cierpienie. I tym bardziej Kościół czuje potrzebę odwoływania się do ludzkich cierpień dla ocalenia świata. Jan Paweł II 11 lutego 1984 roku, w dniu liturgicznego wspomnienia Matki Bożej z Lourdes |